RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2003

Lubię….

30 cze

Lubię głęboko oddychać
Budzić się powoli…
Leniwie czytać rano książkę, leżąc w łóżku i pijąc kawę
Iść droga miedzy polami, z płatkami maków pod rękę
Trawa głaszcze moje nogi…a ja oddycham głęboko…bez ograniczeń
Lubię jechać szybko, z muzyka i wiatrem przez wszystkie okna
Lubię niepoprawność moich myśli
I to, że tylko ja mam do nich kluczyk
Lubię wiedzieć, że :
nie uwiera mnie postronek uśmiechu,
że nic nie muszę,
że nie ma presji
złość odpływa z chmurami na drugi koniec nieba
Czas dla mnie…czas bez….
Czas ze sobą…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Odjazd

25 cze

Pakowałam wczoraj walizy Smokowe. Prasowałam i prałam do utraty tchu. Pomyśleliśmy o zabraniu wszystkich ważnych rzeczy. Koszulki, spodenki, spódniczki, mydełka, pasty, ręczniki, przytulanki, różne różności. Urwanie głowy. Jeszcze obiad. Jeszcze kolacja. Jeszcze kilka słów na dobranoc. Takich przytulających. Nieprzytomny budzik rano. Śniadanie. Jesteśmy, udało nam się nie spóźnić. Smoki do autokaru, ostatnie szepty, pocałunki, jedwabistość włosów na moich rękach, ciepło policzków i małych raczek…Siedzą, już pochłonięte towarzystwem, i wielką przygodą, a ja stoję…macham…i jakoś mi…tak…mgła przed oczami… Pusty samochód. Skarpetka na środku pokoju, cisza, aż dzwoni w uszach…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zderzenie

25 cze

Wysoka trawa, wielkie drzewa, przelewająca się zieloność, znużone w niej stare, szare kamienie nagrobne. Zatarte napisy, resztki ornamentów. Nie ma tu kwiatów, świeczek, są tylko ułożone na płytach drobne kamyczki, znak pamięci. Miejsce otoczone drewnianym, pochylony parkanem, od wschodniej strony fragment nowego muru, stworzonego z resztek nagrobków. Obce litery alfabetu, który dla nas jest tak samo nieznany, jak świat, który opisuje…Język martwy, świat tez odleciał, ponad dachami Kazimierza… tyle istnień…500 lat temu powstał ten cmentarz…Nadal jest oddzielną enklawą. Wejście prowadzi przez bramę, najpierw na podwórko synagogi. A synagoga…w przedsionku jarmułki dla wszystkich wchodzących mężczyzn i chłopców…Wnętrze niby nic szczególnego, a jednak, ma coś w sobie. Do tej pory przychodzą tu Żydzi, aby się wspólnie modlić. Gdyby zebrać te głosy i szepty, na przestrzeni 500 lat…szelest kartek, składanych tałesów…wszystko to drzemie w murach. Wibruje… pamięcią? Nastrojem? Historią? Energią? Nie wiem…nie umiem określić. Wiem tylko, że bardzo dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak ten cmentarz i synagoga…
A wokół? Słoneczna ulica, stoliki na chodnikach, klimatyczne kafejki, turyści, zdjęcia, widokówki, pamiątki, lody, całkiem inny świat….

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tyle lat…

25 cze

Przyjechała do mnie ze swoimi dziećmi. Wraz z nią fala wspomnień. Spacer po Grodzkiej, Kanonicznej, bruk, który może pamięta nasze kroki sprzed tylu lat? Wtedy, rozdeszczony Rynek, z rytmem bosych stóp…kolejne udane zaliczenie, radość musująca w letniej burzy… I tyle dobrych wspomnień, nocy przegadanych z butelka czerwonej Valencji, egzaminy zdane i niezdane, wspólnie obejrzane filmy, przeczytane książki, łzy, radość….
A teraz? Patrzę na nią tak samo jak kiedyś. Tak samo mam jej dużo do powiedzenia, i nadal, kiedy siedzimy razem bez słowa, milczenie nam nie ciąży. Tylko dwa dni, wspólne, ale spotkamy się znowu, może w połowie lipca. Już tęsknię… moja Przyjaciółko…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Galeria

20 cze

Kiedyś marzyłam o własnej kafejce. Takim niewielkim miejscu, gdzie pachnie dobra kawa, na ścianach wiszą obrazy, w zasięgu ręki są półki z książkami, po które można siegnąć..Poczytać na miejscu, bądź kupić. Może jakieś weneckie okna, ciepły koloryt ścian. Trochę galeria, trochę antykwariat, miejsce do posiedzenia, i pogadania. Zostało w strefie marzeń. Chodząc ulicami widzę sporo różnych takich miejsc, które zapraszają do wejścia.
Są takie obrazy, które mam pod powiekami i chciałabym je mieć na własność, choć, nie upieram się przy oryginałach. Pamiętam, jak w czasie studiów siedziałyśmy nad z trudem zdobytymi albumami, oglądając dzieła, i próbując je interpretować. Były bardzo różne. Zupełnie eklektyczne, tak, jak muzyka, której słucham. Ma to pewien urok. Pozwala szerzej patrzeć, i czasem doszukiwać się podobieństw, tam, gdzie, wydawałoby się jest to niemożliwe. To hodowanie własnych fantazji na różne tematy. Okna wyobraźni.
A obrazy? To też miejsca, w których się jest….Mogę iść ścieżka miedzy irysami van Gogha….mogę z wysokich okien patrzeć na kobiety Delvaux`a, albo przesuwać wskazówki naleśnikowych zegarów Dalego. Zawsze zachwyca mnie świetlistość Sekwany, tak samo, jak zawsze Beksiński przeraża i fascynuje wyobraźnią. Mroczne, flamandzkie wnętrza, zwierciadła, kielichy odbijające inny wymiar świata przedstawionego na płótnie. Grzeją mocne, nasycone kolory Gougaina, drży upałem powietrze w Arles…. Kobieta przed lustrem, w czerwonej ciemności pochyla głowę…to de La Tour… Miękkość owali Modiglianiego, i mroczna, ostra twarz Chrystusa u EL Greca…
A w przeźroczystym wazonie kaczeńce Wyczółkowskiego…samo słonce i radość. A może to właśnie klucz? Cos tak oczywistego, prostego, wręcz banalnego, przedstawić w sposób równie prosty, ale niosący tyle dobrych emocji?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie umiem

15 cze

Nieznośna pustka daremności
Myśli rozczesanych wiatrem
Wiruje w liściach złotych
Uśmiechem codziennym
W chłodnej klatce ramion
Szronem osiada…

Można ostrożnie odmierzać słowa cienka linijką warg…można myśli katalogować skrupulatnie…można emocje zamienić w kolejnośc liczb…stworzyc księgowość codzienności. Selekcjonować: potrzebne, niepotrzebne, przynoszące korzyść albo puste. Nie widzieć kolorów. Tęczę zamienić na pasek szarości barw ochronnych. Przed wiatrem zamknąć drzwi. Wystarczy wentylator. Siebie odmieniać przez wszystkie przypadki. Uprościć do jednego zaimka „ja”. Można. Można stworzyć taki język. Ja go nie znam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozliczenie

13 cze

Jestem niezadowolona. Z siebie. Z chaosu, który mnie otacza, i którego jestem autorką. Jednak na dłuższa metę to męczy. Zazwyczaj jest tak, że z większych zawirowań wychodzę cało, ale z niepotrzebnym dygotem i stresem. Spadanie na cztery łapy mam opanowane, ale to nie znaczy, że łapy nie bolą. Chyba chcę to zmienić.
Jestem roztrzepana, samej potem mi przykro…Wczoraj było zakończenie zerówki, uroczysty występ, świetnie przygotowany…Mój najmniejszy Smok występował, nomen omen, w roli Smoka. Tak mnie wzruszają zawsze te występy, sposób, w jaki dzieci je przeżywają…A wczoraj? Źle popatrzałam na ogłoszenie, i przyszłam 15 minut później. Nie widziałam mojego Smoka Smoczastego :(
Takie rzeczy sprawiają, że nie czuje się w porządku. Np. nie spóźniać się ze Smokami do szkoły. Notować to, co ważne, pamiętać o różnych terminach. Zbliża się koniec roku szkolnego…a tak niedawno był jeszcze wrzesień…. To dla mnie czas na podsumowanie. Za mało czasu, a może nie tyle za mało, co jego jakość, taka nienajlepsza…Smoki maja za dużo luzu…rezultaty opłakane…Mój czas przecieka przez palce, więc może by coś wymyślić? Może pouczę się włoskiego, może zrobię milion innych rzeczy, które, niewątpliwie są ciekawe. Ale wiem, że to w dużej mierze słomiany zapał. Nie ma chyba we mnie takiej spokojnej motywacji do działania. Zwykle udowadniam coś samej sobie, albo innym, szczególnie nie tym moim ulubionym ludziom, że cos potrafię, radzę sobie świetnie, zorganizowana jestem doskonale….I tak to wygląda, ale ja sama, od środka wiem, że jest inaczej.
Czeka na mnie półka „wyrzutów sumienia”. Książki, które dawno temu obiecałam sobie przeczytać. Stoją. Czekają. Czasem patrzę w ich stronę. I nie dzieje się nic. I podobnie jest z wieloma rzeczami…czekają, ja wiem, że powinnam, ale…..
Ciągle uważam, że mam jednak jakiś potencjał, może i nie najgorszy, ale…co z tego? A może powinnam przeczytać przypowieść o talentach? Cos w tym jestJ
A tymczasem, w ramach poznawania nowości piję napój energizujący o wdzięcznej i pełnej siły nazwie „Burn”. Fuj, większego paskudztwa nie da się wymyśleć. Jednak tradycyjna kawa w cienkiej filiżance to jest to, co o tej porze lubię najbardziej.:)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pożyczone słowa

09 cze

Zacieram ślady twoich ust, ukrywam żywy ciągle gniew,
Udaję, że to już nie moja sprawa
Obdzielam sobą każdy dzień, sprzedaję myśli byle gdzie,
A wszystko po to, by upewnić się, że umiem
Sama sypiać, sama spędzać każdy czas, spojrzeć sobie w twarz….
Choć nie żałuje, ale reszta…to moje myśli.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zwyczajne…

04 cze
Są słodkie, nagrzane, pachnące, najpierw nieco szorstkie, potem tryskają sokiem….rozpływają się w ustach…Chyba najbardziej lubię te ciemnoczerwone, dość drobne, ale słodsze od wszystkich innych, wielkich i reprezentacyjnie wyglądających. Zawsze czekam na nie z niecierpliwością, i zawsze są stanowczo za krótko… ten zapach to samo lato….Wszystko może dla mnie pachnieć truskawkami… Wczoraj mieliśmy truskawkowy debiut. Smoki pożerały je ze śmietaną, i górką cukru, ja same, bo takie są najwspanialsze…
Cieszą mnie zakupy na tzw. placu. Białe kalafiory, zieloność ogórkowa, soczystość pomidorów, brunatne ziemniaki, seledynowe kalarepki, tak mile chrupiące, ta pani, która sprzedaje pomarańczowe marchewki, ten pan, co ma młoda kapustę… Kwiaty w cynowych wiadrach i słojach, no i góry truskawkowe…Jak to się oprzeć, i nie kupić wielkiej wiązki margaretek? Czy można nie powąchać słodko i duszno pachnącej lewkonii? Nie da się… Teraz, kiedy większość zakupów robię w najbliższym sklepie, takie miejsca staja się zupełnie egzotyczne. Dwa lata temu pojechaliśmy do Starego Sącza.. Właśnie był targ tego dnia. Koniec lata, plac targowy podłużny, z drewnianymi dachami, dodatkowo schowany pod sklepieniem ze starych lip…Piękne miejsce, nasycone kolorami, zapachami, głosami tak już dla nas odległymi.
I jak tu można lubić zakupy w hipermarketach????
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zamieszanie

02 cze

Koty nie lubią psów. Psy nie przepadają za kotami. A kiedy kot dostojnie idzie po własnym holu, i nagle zza rogu wypada na rozjeżdżających się łapach szczeniak, kot wykonuje niesłychana woltę w powietrzu, napusza się, prycha, łapie równowagę, i już z wysokości schodów przygląda się intruzowi. A intruz, który nie miał bojowych zamiarów, spogląda z dość głupia mina na napuszona kocicę. Czasem jest tak, że dostojna kota się obraza. Na nas. Na domowników, którzy bezczelnie sprowadzili do domu tego nieociosanego potwora. Prycha. Patrzy z pogarda. Ja sama nie wiem, gdzie podziać oczy, i jak się tłumaczyć.
I pewnego dnia, po takiej właśnie konfrontacji Punia zniknęła. Poszła do ogrodu, zamiotła ogonem, wskoczyła na płot, i przepadła. Nie przejęłam się specjalnie, bo sama łazi w przeróżne miejsca, ale zawsze wraca. Minęło południe..kota nie ma…wieczorem wróciła Smoczyczka z zielonej szkoły…kota nie ma…rozpacz. Pocieszam jak mogę, ze przecież łaziła już tak nieraz, że wróci…ale nawet we mnie tli się obawa…Poszliśmy spać, w nocy jeszcze kiciałam…i nikt nie wskoczył na parapetL dzień jakoś mijał powoli, między jednym wołaniem kotki, a drugim. Smoki jeździły na rowerach, bawiły się z kumplami. Nagle, po południu domofon, jak na alarm. Pędzę, lecę, skacze przez miotły,mopy, filiżanki z kawą. „Co???” „ Mówo, jest Punia!!!!!!!!!! Ale….na dachu u sąsiadów…Moje dziecko szczęśliwe, ale i przestraszone. Tenisówki, klucze…no gdzie one są???? Wreszcie ma, łapie, zamykam drzwi tak, że prawie wyskakują z futryny, i pędzę. Wreszcie widzę. Jest. Nasz kicia Punia. Siedzi. Miauczy rozpaczliwie. Gdzie? Na daszku pod balkonem, na pierwszym piętrze, w jednym z pobliskich domów. To domki szeregowe. W sąsiednim ogródku,, bardzo przejęty pan opowiada mi, że ona, biedunia, już tak od rana. I problem. Właściciele wyjechali, nie można wejść do domu. „ Niech Pani dzwoni po straż” „Straż???” pytam z lekkim obłędem w oczach. „Jasne, przyjadą, i kota zdejmą”. Dobrze, znowu lecę, szukam telefonu…Jest…Wystukuję numer…I tłumacze, w czym rzecz. Nawet się nie zdziwili. Nie warknęli. Bardzo miło powiedzieli, ze już jadą. Więc stoję przed domem, Smoki na czujkach rozstawione, i wypatrujemy. I jest!! Zza zakrętu wytoczył się wóz strażacki, taki czerwony, z taka drabina, strażacy w kaskach…wow, afera na całym osiedluJ)) Pali się??? Gdzie?? U nich??? No chyba, skoro tam straż. Co?? Kota ściągają??? Zamieszanie a ja, jak zwykle, kiedy trzeba by poważnym być nieco, usiłuje się nie śmiaćJ)) W miedzy czasie, jeden z sąsiadów przystawił drabinę, wlazł na balkon…I kota przestraszył. Schowała się pod deskowanie…a stamtad nikt jej nie wyjmie. Strażacy stoją, głowami kręcą, że jak właścicieli nie ma, to oni nie mogą..ale żal kota…Ja tłumacze, sąsiedzi pomagają, oni dalej swoje, wejść nie mogą. Już powoli kiełkuje mi w sercu obawa, że za przyjazd każą zapłacić;(( Bywający mnie chyba zabije, jak rachunek zobaczy…Ale, o dziwo, panowie są mili, i wyrozumiali, ja się uśmiecham jak skończona idiotka, i w końcu odjeżdżają, ale obiecują przyjechać, jak tylko właściciele wrócą. Co za ulga…aż dziwne, żadnych problemów, wymówek….Chyba kocham strażakówJ))
Ale kot nadal w niewoli. Smoczyca cierpliwie czeka na gospodarzy. Wreszcie są. Tłumaczy im, że to jej kotek…. Pewnie wszedł przez otwarty garaż, a potem na balkon… Przemili i wyrozumiali ludzie, oferują naszemu kotu miseczkę z woda, i szynkę.. Punia wolno, z nieufnością, wyłazi ze swej kryjówki. Smoczyczka wraca, pełna szczęścia, z kicia w ramionach…. I kiedy jest po całej awanturze, ze swej Nory wyłania się Bywający… Wzywałaś staraż?? Po co?? Trzeba było…itd. Lubimy dobre rady, ale nie jako musztardę po obiedzieJ)
A teraz sprawczyni zamieszania leży na monitorze, i przygląda się, jak piszę. Ciekawe, czy przeczytała?;))

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS