RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2003

Jajecznica

29 sie

Średni Smok mnie rozpieszcza. Przynosi mi śniadanie do łóżka. Dziś wstaliśmy, jak zwykle, późno. To znaczy, ja, bo Smoki od wczesnych godzin rannych szaleją z kompem i psem. Średni Smok chciał zrobić śniadanie. A ponieważ jego przysmakiem jest jajecznica, wiec zabrał się za solenne przygotowania. Wyjął z lodówki 5 jajek. Masło roztopił na patelni. Wbił jajka z małą moją pomocą. Przygotował kanapki. Mnie nie pozwolił. Bardzo poważny i skupiony mieszał na patelni jajecznicę, soląc i pieprząc w doskonałych proporcjach. Nawet mi kawę zrobił. Wspaniałą. A ja stałam w drzwiach kuchni patrząc na mojego Smoka, i myślałam sobie, że przecież niedawno jeszcze był taki maleńki, a teraz, patrzcie Państwo, jajecznicę dla wszystkich pichci.
Nałożył na talerze, zawołał do stołu rodzeństwo. Bardzo miłe i wesołe śniadanie było. Fajnie mieć takiego Smoka-Kucharza. Nie,inaczej: cudownie mieć takie Smoki trzy:).

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bez tytułu…:-))

28 sie

Kiedys napisałam historyjke o korzennym sklepiku, i kobiecie…Nosiła tytuł „Powrót”. Teraz coś się dopisało…tak się wymyśliło.:) Ale tytuł stracił aktualnośc. Może mi podpowiecie, jaki powinien być nowy?:)

*****************

Wróciła, choć każda, nawet najmniejsza jej cząstka broniła się przed powrotem do tego miejsca. Rozmazała krople łez palcem, malując nimi kręte ścieżki na blacie stołu. Podniosła głowę.. „Cos jednak muszę zrobić.” Nie można tak…” Wstała, raz jeszcze podeszła do okna. Oparła dłonie na kamiennym, chłodnym parapecie. Spojrzała na świat za oknem. Wierzchołki wysokich, srebrnych topoli, rozwiane wiatrem. Tak dobrze znany widok. Spojrzeniem wybiegała w przeszłość… Tam, gdzie czas przeszły nadawał wszystkiemu miękkie, delikatne barwy, zacierał kontury rzeczy, czyniąc je łagodnymi. Topole…Zielone, strzeliste sklepienie, którym dobrze było iść roześmiana gromadą, w chłodnym, przesianym drobinami słońca cieniu. Wiatr rozwiewał włosy, równie niepokorne jak myśli, i niósł daleko echo rozedrganych radością głosów. I jeszcze kasztany, ze złożonymi dłońmi kwiatów, ciepłe noce w maleńkim pokoiku, ze stertami notatek, leżącymi wyrzutem sumienia na podłodze, pod pyłem pocałunków… kolczykami fuksji, zaglądającymi do środka.
Drewniane pudełko stało tam, gdzie zwykle, na wąskiej półce pod parapetem. Sięgnęła po nie. Otwarła. Podniósł się leciutki zapach lawendy. Uśmiechnęła się lekko „Taki staromodny…sentymentalny..” Dotknęła szaro niebieskich kwiatków…Osypały się na listy, zdjęcia, leżące na dnie pudełka. Pożółkłe kartki, z wypłowiałym pismem. Znała ich treść. Każde słowo. Uśmiechnęła się do siebie, trochę gorzko, trochę ironicznie. Tak….sentymentalne…. Treść kartek była teraz tylko zapisanymi znakami. Istnieje tylko na papierze…w rzeczywistości zniknęła szybciej, niż płowieje pismo. Odłożyła stosik listów na parapet. Teraz zdjęcia…z czasem nabrały odcienia sepii…wilgoć wygięła je lekko. Dołączyła je do listów. A potem, z pewnym ociąganie położyła wszystko na dużej, masywnej popielniczce. Pierwsza zapałka oparzyła jej palce. Drugą położyła szybkim, pewnym ruchem. Stosik rozpalał się powoli…trochę ognia…trochę dymu…zwinięte ogniem arkusiki przestały być czytelne. To było prostsze, niż myślała.
Zdjęła z półek kilka książek, pogłaskała ich grzbiety uśmiechając się lekko. Wrzuciła je do torby razem z notesem z telefonami. Zatrzasnęła drzwi. Stukot obcasów pobiegł za nią po schodach. Wiatr przywitał ją na ulicy, tańcząc z sukienką. Poszła drogą wśród topoli, z wysoko podniesioną głową, i słońcem w oczach. Świat był dla niej otwarty.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Łąka

26 sie

Pojechaliśmy za miasto. Poleźliśmy w łąki. Kretą ścieżką, ledwie wydeptaną w wysokich po ramiona trawach, poszliśmy przed siebie. Bez żadnego specjalnego celu. Bo tak jest najmilej. Ścieżka łagodnie opadała w dół niewielkiego zbocza, wiła się miedzy zagajnikami z brzóz, prowadząc przez różne zielska. A zielska były piękne. Puszyste, płowe trawy, w kolorze włosów mojej Smoczycy. Żółto-złote pióropusze solidago. Białe, zasuszone już lekko krwawniki. Niskie wysepki macierzanki i…..poziomki. Nagrzane słońcem, pachnące poziomki. Na małych talerzykach żółknących liści. Smoki szukały ich jak skarbów. Nuzak zaszył się w trawy, i szalał, węsząc przedziwne, sobie tylko znane, albo i nie, zapachy:) Wyskakiwał z trawy, i zapadał się w nią ponownie. Sterczące, puchate uszka, wesołe, kasztanowe oczy. Biegał, sprawdzając, czy są wszyscy. A Smoki, urządzały sobie kryjówki w różnych łakowo-zagajnikowych miejscach, wołały psa, który szukał ich zawzięcie. A ja szłam, patrząc na baraszkujące Smoki, szalonego psa, grafitowe niebo, rozświetlone słońcem spod chmur, i pięknie mi było. Dobrze. Spokojnie. Pachniało końcem lata. Przedwieczorne kolory, tuz przed zachodem słońca, maja niespotykana intensywność. Złociste światło, nasycenie barwą aż po brzegi świata…
Natargaliśmy wspaniałych, łąkowych bukietów. A potem, pojechaliśmy, wprost w zachodzące już słońce.
Mały Smok swój piękny bukiet wręczył Bywającemu. „ A co to za chwasty macie?” Usłyszał w podziękowaniu. Czasem w jednej chwili wszystko traci kolory.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kwestie do dyskusji

21 sie

Mój znajomy stwierdził, że owszem, przyznaje kobietom prawo do głosowania, ale w sferze sexu równouprawnienia nie ma, i nie będzie. I, jeśli facetom wolno pieprzyć wszystko, co się rusza, i na drzewo nie ucieka, to kobiety robić tego zdecydowanie nie powinny. Powstaje pytanie…Jeśli nie powinny, to, co wtedy poczną wszyscy wspaniali macho? Poczekają, aż wiewiórki zejdą z drzew?
Dlaczego przyzwolenie społeczne na różne excesy maja mężczyźni? Nie jestem feministka, ale sadzę, że może lepiej zastanowić się, dlaczego kobieta, która zmienia facetów jak rękawiczki, zaliczając szybkie numerki uważana jest za dziwkę, a facet, postępujący tak samo, zyskuje, w pewnym sensie oczywiście, nimb super samca? Odwróćmy punkt widzenia, zaprzeczając nieco, tzw.normom, i stwierdźmy, że istniej również męskie kurestwo.
I jeszcze jedna kwestia, mocno obstawiana przez tegoż znajomego. Kobiety zawsze dają, mężczyźni biorą. To oni wybierają. Cóż, wielu panów tęskni do pasywnych kobiet, z wiecznym przyzwoleniem na wszystko. Czym się to różni od sexi doll? Naprawdę, jesteście przekonani, że to WY ZAWSZE wybieracie?
Temat pozostaje otwarty. A ja nieco wkurzona. Ale, konstruktywnie. I pozdrawiam siedzące na drzewach wiewiórki.:))

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozmawiamy..:)

18 sie

I wszystko…Chciałoby się powiedzieć…gra. Nie, to nie takie proste. Wszystko dzwoni. Gdzie nie spojrzę, gdzie nie nadstawie ucha, to dzwoni. Jak okiem sięgnąć, telefony. Na parapecie, na biurku, na podłodze, na ścianie…wyległy się. Oczywiście, mamy nowe numery…ale jakie? Tego nie pamiętam jeszcze. Stary odpłynął w zapomnienie, zmyła go fala centrali telefonicznej ISDN. Nowe wypiera stare. Niech żyje postęp. Wszystko jest prostsze. Nie trzeba iść do czyjegoś pokoju, albo do kuchni, chcąc porozmawiać. Wystarczy wykręcić, no nie, wystukać,, wewnętrzny numer, i już delikwent na drugim końcu kabelka gada z tobą. Wewnętrzne numery do każdego pokoju, kuchni…nie wiem, czemu, nie ma ich w łazience…to chyba niedopatrzenie jakieś. Być może da się je naprawić. Teraz tylko brakuje dwóch telefonów w sypialni. Po mojej stronie łóżka, i po stronie Bywajacego. A to byłoby takie proste. Słuchawka, kabelek, i życie rodzinne kwitnie. Nie mówiąc o sexie.
Tak więc, cudowna komunikacja interpersonalna dzięki TP. S.A., i ISDN.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Koniec wakacji…..

17 sie

Wróciłam. Już nie szumi.Nie czuje piasku pod stopami, ani chłodu wody na ramionach. Nie mogę patrzeć daleko. Przynajmniej, nie aż tak daleko. Będzie mi tego brakowało, kolorów, które zmieniają się tak szybko, wiatru pachnącego morzem, kropelek wody, pływania do bólu ramion, leżenia na wodzie, patrzenia w chmury. Małego Smoka, który przynosi mi kolejny, najpiękniejszy kamyk świata. Smoczycy, biegnącej brzegiem, Średniaczka, zajętego budowlą. Lubię czytać na plaży, łazić brzegiem, lubię czuć jak fale uderzają o moje nogi, i patrzeć, patrzeć, jak najdalej. Spacery przez sosnowe lasy, śmiech dzieci. Chciałabym zawsze mieć pod powiekami te kolory, opalizowanie piasku, wysrebrzona wodę, Zatrzymany czas. Cześć zostanie, na zdjęciach, w pamięci…Cześć odpłynie. Tyle rzeczy, które chciałoby się zapamiętać. Lipowe aleje, gdzie cień kładł się pod koła, małe chaty z pruskim murem, kryte porośniętym mchem gontem. Dalie wysokie ponad płoty. Można w nieskończoność budować takie obrazy. Słowem, pędzlem…Ważne, że mam je ciągle pod powiekami. Bo to, co czuje, i to, co pamiętam, jest tylko moje. Pokazać mogę rąbek, fragment, jakiś błysk. Reszta układa się w moja, własna, mozaikę.
Pachnie końcem wakacji, już po żniwach, coraz, więc żółtego cienia w liściach. Noce, takie chłodne.
I znów mam przeświadczenie, że muszę coś zrobić. Cos nowego. Cos zmienić. Co? Bardzo pojemne jest to moje „coś”. I….łatwo gaśnie.
Nostalgicznie? Trochę. Smutno? Odrobinę. A reszta? Tego nawet ja sama nie wiem.
I nawet ja, znalazłam swój kamyk na szczęscie :) Czarny, z białymi plamkami, jak kostka do gry. Właśnie gra.
Mam słabość do kostek, widocznie. Inną noszę na srebrnym łańcuszku jak wstazeczka. To kostka z bursztynu,poprzecinana cienkimi paskami srebra. Czy działają? Znowu nie wiem. Może po jakimś czasie będe umiała ocenić…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Darłowo

04 sie

Siedze w kafejce, w Darłowie, i walcze z czasem:))Uprzedzam, literówek bedzie masa, bo spiesze sie, a klawiatura mnie nie słucha:((
Jest pieknie. Brązowieję. Odpoczywam. Śmieję sie mnóstwo, gapie na morze. nabieram energii i spokoju. Smoki szaleją obok, a ja czasem wypływam daleko,tak bardzo, że aż bola ramiona. Ciemna woda pode mną, przebijaja przez nia tuż pod powierzchnia promyki słońca. Zawsze pływam z otwartymi oczami. Głębiej jest chłodniejsza, i ciemniejsza, z aksamitnoscią piasku, który łapie w palce.
Siedzę wieczorami na brzegu, patrzę na figurki Smoków, i chcę zatrzymac czas. W takich chwilach, kiedy piękno zachodzacego słońca ociera się o granicę kiczu…czuję się szczęśliwa.I czuję każdym milimetrem skóry, każdą kroplą krwi, że żyję…naprawdę, i że kocham to.
Ponieważ wpadam w jakiś totalny patetyzm, więc powoli kończę bazgrolenie. No, i jeszcze jelenia na rykowisku brak:))) Chociaż…one maja takie piękne oczy:)))
Pozdrawiam wszystkich, piszcie, wy, co wiecie gdzie, i dopraszam się o ciepły kącik w myslach:)) Chociaż…w mojej zarozumiałości, jakże uzasadnionej, wiem,że go u Was mam:))

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS