RSS
 

Archiwum - Październik, 2003

Obiad

30 paź

Deszcz uśmiechniętym kropelkami zagląda przez szybę. Pachnie majeranek, jabłka.Lampki uśmiechów wiszą nad stołem. Smoki i ja. Moje myśli biegną stąd tam…i znowu jestem przy stole. Obecnie nieobecna.:)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Savoir – vivre by Smok :)

28 paź

Sobotni obiad. Smoki i Bywający siedzą przy stole, ja coś podaję, jeszcze dopitraszam. Z boku siedzi zaprzyjaźniony młodzieniec, poważny szóstoklasista. Smok najmłodszy podnosi pyszczek znad talerza, i pada dobitne pytanie: „Czy Twój tato, Romku, jest posłuszny?”
Ja – konsternacja. Bywający też zdumiony. A Smok peroruje nadal, „Bo wiesz, nasz tata, to nie przychodzi od razu na obiad, jak mama woła. Nieposłuszny jest.”
Romek po namyśle mówi „A mój to chyba posłuszny, zwykle przychodzi.”
Smok: „No widzisz, Tato?”.
Ja, schowana za ścianką kuchni mam zamiar parsknąć śmiechem. No to pogadali o wychowaniu ojców.:))

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Źle

26 paź

Nie spełniam oczekiwań. Nie ceruję skarpetek w dowód miłości. Wyrzucam do kosza. Nie tańczę walca z miotłą. Prasowanie nie sprawia, że fruwam. Nie biegnę z pantoflami. Nie podaję gazety. Nie proszę o nic. Moje myśli i słowa są odmienne od ogólnie przyjętych i poprawnych. Nie opanowałam w stopniu choćby dopuszczającym sztuki bycia cielęciem, co dwie matki ssie. Z uporem chodzę w sukience niezależności. Z uporem podnoszę wysoko głowę. Spełniłam tylko jedno życzenie: radzę sobie sama. Coraz bardziej, i dalej sama.
A jednak…Czasem czuję się jak dziewczynka z zapałkami. Zapalam kolejne..parzę sobie palce. Moje wizje nie maja związku z moją rzeczywistością. Mimo to, ciągle wierze, że gwiazdka nie będzie kamykiem w moich palcach. Gwiazdko moja..chcę zacisnąć mocno dłonie, i wiedzieć, że nie znikniesz…
Czasem zastanawiam się…może nie myśleć, nie pragnąć, nie marzyć. Mieć serce puste jak orzeszek.. Tylko…co warte takie życie? Moje życie?

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sobota

25 paź

Wstrętny budzik, ostrym dysonansem włamał się dziś o 7 rano do mojego snu, skutecznie płosząc podskórna rzeczywistość. Wstałam, i wyłączyłam paskudę. Paskuda stoi daleko od łóżka, w przeciwnym razie, dostałby po głowie, a ja spałabym nadal. A ponieważ Smoczyca wyjeżdżała dziś na wycieczkę, trzeba było się zmobilizować. Ze snem pod powiekami zeszłam na dół, robiłam kanapki, herbatę, której nawet udało mi się nie rozlać, i pakowałam plecak młodej podróżniczki. I wyjechałyśmy. Srebrzysty szron ubrał wszystkie okoliczne chaszcze w najpiękniejsze suknie, zaróżowione niebo, i mgiełka sprawiały, że widok był przepiękny, wynagrodził nawet wczesne wstawanie. Nie można się nie uśmiechnąć, kiedy jest właśnie tak…jeszcze nieco sennie, złotawo od słońca, srebrno od szronu, niebo opalizuje…
Smoczyca wpadła w wir koleżanek, podekscytowania wyjazdem, i zniknęła wraz z autokarem za zakrętem. Wróciłam do domu. Śniadanie dla dwóch Smoków, kawa dla mnie i musli. Taca. Schody. Sypialnia. Łóżko. Ummmm….Książka. I….spanie…Leniwie się przeciągając wstałam po 11.
Tak, mam wrażenie, że jestem dziś wyspana.:)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jednak….

25 paź

…całkiem niezła wiedźma ze mnie ;))
A teraz..chcę wyczarować aksamitnośc dotyku, skrzydła szeptu, zapach…zakazany owoc…jakże smakuje. Iskrę zamienię w płomień,podpalę moje oczy, każde drżenie rzęs odleci huraganem gorącego wiatru, a ziemia rozpadnie się.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czary

25 paź

Czasem jestem wiedźmą…To może i tym razem się uda:) Notki…hop!!! Pokażcie się!!!
A jeśli nie, to dobrej nocy wam życzę :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kiedy…

21 paź

…krąg światła małej lampki wyznacza rzeczywistość…mleczny blask ekranu…Norah Jones w tle…moje myśli lecą tam…otulają skrzydłami…ciepłem…ciszą przyjazną pełną szeptu tak lekkiego, jak drżenie moich ust…Słowa wiszą w powietrzu, unoszą się. Nie trzeba ich ściągać na ziemię. Są nad nami. W nas.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Moje miasto

20 paź

Wędrowałam po necie, oglądając różne zdjęcia. Klikniecie. I…Szeroko otwartymi oczyma wpatrywałam się w ekran. Tak bardzo znajomy, bliski widok, z rodzaju tych, które zawsze są pod powiekami. Bielsko. Moje miasto. Dotknęłam dłonią ekranu. I już tam byłam, stałam pod teatrem, naprzeciwko wielkiego klombu z fontanną. Kwitły ogromne, stare rododendrony. Na ławeczkach wokół placu siedziały wytworne panie w kapeluszach, panowie z laskami. Budynek poczty stał nadal na rogu, wznosząc się w niebo masywną, okrągła wieżą. Sznur samochodów przejeżdżał pod murami Zamku. Poszłam w stronę mojej szkoły, starego liceum. Znów rosły na tej ulicy topole, które w maju tworzyły zielony tunel. Słyszałam głosy koleżanek, mignęły rude włosy Marzeny, potargana, i tez ruda czuprynka Eli. Stanowczy głos Anki, perrorującej z zapałem. Ewka, z trochę nieśmiałym, skrytym uśmiechem, mignęła gdzieś w tle. Adam, mały erudyta, wieczny indywidualista, przyglądał się babskiemu świergotowi z ironicznym uśmieszkiem. Darek mignął rozwichrzoną czupryna, i scenicznym wręcz uśmiechem. Jak kot przewinęła się Dorota. Kiedyś niepozorna dziewczynka, którą jedne wakacje zmieniły w olśniewająca piękność. Dobrze było znowu w tej gromadzie stać na stopniach naszej szkoły. Nagle wszyscy się odwrócili. Otwarły się drzwi. I stanął w nich Nasz Profesor. On nauczył nas myśleć, i czuć to, co czytamy. Kojarzyć, wyciągać wnioski. Pokazywał nam światy, które zostały w nas do dzisiaj. Najwspanialszy nauczyciel. Wszystkie chwile spędzone z nim w szkoła i poza nią, były wyjątkowe.
I poszliśmy, ta rozćwierkaną gromada, miedzy wysokimi topolami, z koronami złożonymi jak dłonie do modlitwy, modlitwy o czas miniony.
Znów stałam pod teatrem. Teraz już sama poszłam moją własną ulicą. Dawniej były tu dwa kina, jakże często odwiedzane. Ten dreszcz…”Wpuszczą, czy nie wpuszczą na „Parszywa dwunastkę”…A potem „Czas apokalipsy”. Pierwsze buty na wysokim obcasie, tak dorośle się czułam, zielona spódnica tańczyła dookoła nóg.
I, mój narożny dom. Drugie piętro, oko z wykuszem. W drugim, opuszczona firanka nie woła mnie do domu. Opustoszałe mieszkanie. Zamknięty rozdział. Nie ma już tych ludzi. Są w mojej pamięci.
Wrócę tu jeszcze. Moje miasto. Moje Bielsko.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Smocze pytania egzystencjalne

15 paź

Najmniejszy Smok, wsiadając do samochodu po skończonych lekcjach, spojrzał mi głeboko w oczy i zapytał:
-”Czy jest sprawiedliwość?”
-”Hmmmm….” „Wiesz, Smoku, są sprawiedliwi ludzie…”.
I zostawiam sobie to pytanie pod rozwagę :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wartości

12 paź

Chmury, realistycznie namalowane na ścianie są niebem. Lustro w drzwiach zamkniętej szafy odbija je w nieskończoność, tworząc przestrzeń pozornie bez granic. Błękit jest pustą pogodą, chmurki, jak bita śmietana, nie grożą deszczem. Sterylność myśli mydlanych, porządek włosów nie rozburzonych wiatrem. Łóżko, nie znające namiętności, pyszni się równą linijką kołdry i wyżyną poduszki. Pustka kieliszka nieskalanego odciskiem szminki. Zapałka dziewicza, nie rozpali ognia papierosa, a pędzel do golenia okazuje wyższość światu, szczerząc szczecinę z lustrzanej szafy. Zamknięte okno nie wpuszcza powietrza, broni przed spojrzeniami niepożądanych przechodniów. Zamknięty świat osobistych, pedantycznych wartości. I tylko spękany róg sufitu przeczy doskonałości. Rene Magritte „Osobiste wartości”.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS