RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2003

Remanent

31 gru

Czas zamknąć stare rozdziały, przestać marzyć i myśleć, sięgać po to, co realne, możliwe. Welcome back in the reality, Liskaa.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wieczór z życia kobiety

30 gru

Biedrona to moja przyjaciółka od ho ho, albo jeszcze dłużej. Poznałyśmy się na studiach, najpierw szczerze się nie znosiłyśmy, a potem…antypatia przekręciła się o 180, i w końcu zmieniła w przyjaźń. Mamy różne fazy, czasem nie kontaktujemy się często, a czasem potrafimy przegadać pół nocy. Czasem męczy mnie jej dzielenie każdego szczegółu na 10 detali. Ale nieźle się rozumiemy, i chyba w ciężkich chwilach, depresjach, depresyjkach, jaj kłótniach z jej prawowitym, i moich z Bywającym jesteśmy dla siebie oparciem. Zadzwoniłam do niej wczoraj. „Bądź o 20 pod blokiem, jedziemy w miasto”
Zgodziła się, nie miała wyjścia. Wyładowałyśmy na Kazimierzu. Knajpka „Królicze oczy”, to na Placu Żydowskim, tuż obok Singera. Mała to norka, ale całkiem sympatyczna, z kolorowymi paciorkami, scianą oklejona gazetami z lat 30, i różnymi różnościami. W karcie drinki. Zabawne nazwy, nie mówiąc o składzie. Pokusa była silniejesza. Zamówiłam „kocia łapę”. Pycha. Ale tylko jeden, no, bo samochód. Gadałyśmy dość histerycznie, od śmiechu do łez niemal. Potem zmieniłyśmy lokal, pijąc ja jeszcze dwie kawy i sok z grapefruita, ona, różne wódeczności. Nie powiem, zazdrość mnie zżerała. Ale taki los kierowcy. Psychodeliczne rozmowy kobiet dobrze po 30 maja jednak w sobie cos oczyszczającego. Przynajmniej na chwilę. Ostatnie na naszej trasie było Kuriozum, całkiem fajne miejsce. Zresztą…na Kazimierzu w większości są takie ciekawe dziury. Bardzo grzecznie, po 23 znalazłyśmy się koło samochodu. Biedrona nieco zawiana, rozchichotana, Liskaa równie rozchichotana, choć trzeźwa nieprzyzwoicie. I wsadziłam łapę do mojej przepaścistej torebki. Szukam…macam…szukam….nie ma kluczyków. Wywalam na maskę wszystko: radio, telefon, szminkę, stare paragony, wydruki z bankomatu, niewysłane kartki, jakieś 15 zł w bardzo drobnych pieniążkach, portfel, dokumenty….i moc innych rzeczy. Wszystko można na tej stercie znaleźć, ale nie kluczyki. Torebka do góry dnem…nic nie wylatuje. Przerażenie rośnie. Przecież, jeśli zadzwonię do Bywającego, to on mnie niechybnie zabije, a życie czasami takie miłe. Włamać się i kabelki….są opodal taksówkarze…no, ale może jednak nie? Biedrona prawie siedzi na krawężniku, i ryczy ze śmiechu, a ja mam ochotę ja udusić. Wśród swoich chichów, wydusiła” A pamiętasz, jak zostawiłaś kluczki w sklepie z butami??” I dalej się, babsko pokłada. Ta, pamiętam, ale wtedy sklep był jeden, a dziś kafejek…to sama nie bardzo wiem, ile. Biedrona bohatersko wstaje, i mówi „Daj, znajdę te kluczyki” Patrzę na nią jak na szalona, no, bo co można w pustej torebce znaleźć? A ONA bierze, wkłada łapsko, rozpina zamek w takiej maleńkiej, wewnętrznej kieszonce, i….wyciąga kluczyki. Skąd wiedziała?? Jak ja je tam włożyłam…przecież zawsze wrzucam byle jak, i są…a raz jeden w życiu zachciało mi się pedanterii…i proszę, jakie zamieszanie. Nie należy siebie zmieniać na sile, taki z tego wniosek. Roztrzepaniec i bałaganiarz będzie roztrzepańcem i bałaganiarzem do końca życia, i wcale się nie zgubi.
Odwiozłam moja wybawicielkę pod dom, sama pojechałam na drugi koniec miasta. Bywający spojrzał krzywo, jak to Bywający ma w zwyczaju, a ja rozpromieniona i uśmiechnięta zamknęłam za sobą drzwi do łazienki.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Świecidełka

28 gru

W starym, tekturowym pudełku leżą zapomniane błyskotki. Zakurzone, niepotrzebne. Zerwny sznur koralików, perełki pozbawione blasku. Jakiś staromodny guzik. Broszka z wybitym oczkiem. Kolczyk bez brata-bliźniaka. Zapomniane piórko oblepione kurzem, nie umie już latać. Gwiazdka bez marzenia, cień wypalonej świecy. Nad pudełkiem ściany domku z kart, którego nikt nie chce stwarzać od nowa. Nieskończona przestrzeń trzech kondygnacji. Tak blisko tak daleko…. Względność? Otóż to.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życzenia

24 gru

Wszystkim Wam, którzy mnie odwiedzacie czesto, i zupełnie przypadkiem, tym bliskim, i tym dalszym, życzę aby Boże Narodzenie zdarzało się nie tylko raz w roku, nauczmy się je widzieć, i odnajdywać jak najczęściej…

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Moje Wigilie

24 gru

Taki stary stół. Dotykam delikatnie blatu. Pod palcami wibrują wszystkie przeszłe lata. Wszystkie moje wigilie, przy nim spędzone. Te wieczory, kiedy mała dziewczynka niecierpliwie czekała na pierwszą gwiazdkę. Kiedy blask świec złocił stara jadalnię, a światełka lampek choinkowych malowały na suficie najpiękniejsze freski. Lśnił bielą obrus i stara porcelana. Ten jedyny w świecie zapach Wigilii, potraw, zmieszany z zapachem świec, perfumami mamy, prawdziwa choinką. Głos dziadka, śpiewającego wyrazistym tenorem kolędy, i my, trzy kobiety u jego boku nieśmiało wtórujące. Mama w bordowej sukni, z kryształkami na szyi, dla mnie błyszczały jak najcenniejsze brylanty. Srebrna uroda mojej Babci, postawny dziadek. Moi bliscy, najbliżsi. Gdybym miała szykować dla nich nakrycia….więcej byłoby tych pustych, czekających. Nie wszystkie wigilie były bajką. Były pełne łez, strachu, rodzinnych nieporozumień. Pamiętam tę ostatnia, kiedy przy stole siedzieliśmy wszyscy czworo. Babcia mówiła ”Świece tak równo, spokojnie się palą, to dobra wróżba” Za rok było nas tylko dwoje, dziadek, i ja, siedemnastolatka, uparta, zbuntowana, sama, i smutna.
I teraz, kiedy za kilka godzin zacznie się moja, dorosła wigilia, kiedy sama jestem matką…zawsze znajduje chwilkę na to, żeby stanąć przy tym stole, w ciszy, bez nikogo w pobliżu, i pomyśleć o wszystkich, których już nie ma, a których zawsze mi brak. I zawsze, kiedy słyszę te moja najukochańsza kolędę „Lulaj że Jezuniu”…szybko się odwracam, bo coś właśnie albo spadło, albo powinnam przynieść…tylko wtedy…mgła przed oczami…bańki się rozmywają…na chwilkę. I patrząc na choinkę, niebo za oknem, tak bardzo chcę czuć ich obecność.
A Smoki…niech pamiętają dobre Wigilie, niech wybacza mi złość, nieopanowanie, słowa, których niepowinny słyszeć.
Ja, dorosła dziewczynka z zapałkami.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Iluzje

22 gru

Wymyśliłam się. Od stóp, po rozwiane włosy. Od marzenia, po poczucie braku. Wymyśliłam marzenie, wymyśliłam rzeczywistość taką, jakiej nie ma. Moje królestwo iluzji zasnuwa pajęczyna. Bańki mydlane pękają z hukiem. Nie należy wierzyć w ich trwałość.
Była kiedyś kobieta. Jej mąż był inżynierem, dobrze jej się żyło, niczego, na pozór nie brakowało jej do szczęścia. A jednak. To, co dla ogółu jest szczęściem, dla niej nie było. Pewnego dnia szła ulicą z bukietem żółtych kwiatów, i wtedy właśnie….
Tak, czuję się jak Małgorzata. Egzaltacja? Może. Fikcja? Bardzo prawdopodobne. Przewróciło mi się w głowie? Nie przeczę.
Otulam się czerwonym swetrem, tworząc iluzje ciepła. Mój profil pokryty szronem odrywa się, obrysowując pustkę.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ksiądz

20 gru

Zbulwersowana Smoczyca opowiedziała mi w czwartek taką historię:
Lekcja religii, klasa V. Tak się złożyło, ze sporo tzw. „trudnych” dzieci jest w tym zespole. Repetentów, dzieci zaniedbanych, czasem tez chorych, nadpobudliwych.
Ksiądz prowadzi zajęcia. Nudne, bo nudne, ale do dzwonka trzeba wysiedzieć. Upomina jednego chłopca, właśnie takiego młodego łobuza, z którym są różne problemy wychowawcze. Upomina raz, drugi. W końcu traci cierpliwość, podchodzi do ławki, chwyta delikwenta za rękę, wykręca ją w łokciu. Chłopak ląduje na podłodze. Ksiądz go szarpie, chłopak wstaje z ciągle wykręconą ręką. Ksiądz prowadzi go do biurka, mocno trzymając. Każe mu uklęknąć, i tak zostać. Za karę. Znowu go szarpie. Chłopak się wyrywa, i ucieka z klasy. Jest mniej więcej połowa lekcji. Ksiądz pomija to milczeniem, i nie wychodzi za nim. Widać, że jest zdenerwowany.
Oburzyła mnie ta sytuacja. Wiadomo, że są różne dzieci, ale NIC żadne zachowanie, nie może pozwalać na użycie siły, ani na upokorzenie. Daleka jestem od bezstresowego wychowania, od pajdokracji. Ale ciągle wierzę, że taka agresja, i brak opanowania może powodować jeszcze większe nasilenie tego zjawiska. To jak kamyk i lawina.
I, oczywiście można mówić o tym, że tym bardziej ksiądz, tym bardziej lekcja religii, że brak właściwego dobrego przygotowania pedagogicznego. Że to przecież łamanie prawa, i ludzkiego, i boskiego. I wiele innych argumentów.
Ja wiem jedno, ze nie pozwolę na to, żeby ktokolwiek tak traktował jakiekolwiek dziecko. Rozmawialiśmy, jako rodzice z wychowawczynią, zna problem. Po Świętach porozmawiamy z księdzem. Tym bardziej, że i słownik, jakiego „Dobrodziej” na lekcjach używa, zostawia wiele do życzenia.
I to tyle właśnie tytułem Bożego Narodzenia w szkolno-kościelnej praktyce.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Najseksowniejszą

18 gru

częścią człowieka jest….. (wstaw nazwę ulubionego organu osobnika gatunku homo sapiens)
To ja sobie poczekam, i poczytam…co lubicie najbardziej:)))))

 
Komentarze (21)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bajka,nie bajka

16 gru

Dawno, dawno temu, mała dziewczynka stała na brzegu tapczanu, opierając ręce o parapet. Za nią klęczała mama, patrzyły razem w zimowe okno, na padający w światłach latarni śnieg. Duże, miękki płatki powoli przekrywały dach sąsiedniego, eklektycznego budynku, miękką czapą. Klony, białe i koronkowe, zaglądały gałęziami do okien. „Widzisz, to aniołki robią w niebie porządki, i poduszki Matce Boskiej trzepią” Naiwne? Tak, naiwne. Ale takie naiwności pamięta się najlepiej. I może najbardziej trafiają do dziecinnej wyobraźni.
Sznur kolorowych lampek wisiał na ulicy, rozpięty miedzy latarniami. Lampek? Kolorowych żarówek, po prostu. I tak w tamtych czasach były wspaniałą dekoracją. „Lamputki, mamaś?” „Lamputki…popatrz zielone, czerwone, niebieskie, żółte…”
I jeszcze zimowy park nad Białką. Wtedy ta rzeka zadziwiała swoja zmiennością. Inny kolor na każda porę dnia. Ale zimą było inaczej. Długie, wiotkie gałązki wierzby przymarzały do powierzchni wody. A park…wtedy był ogromny, wielki, ze sklepieniem kasztanowców, i innych drzew. Wysoko w ich koronach mieszkały wrony, przed zmrokiem napełniały park krakaniem. Dobrze było iść nocą z Mamą za rękę. Kolorowe latarnie rzucały delikatne, pastelowe cienie na śnieg. Błękitne, lila, zielonkawe. Zachwycały mnie. I był nocny bałwan, nocne śnieżki. Granatowy płaszcz mamy, z ręka pełną bezpieczeństwa, i beztroski. Nasz śmiech. Moje oczarowanie kolorami, śniegiem, nocą w parku.
Pojechłam tam kiedyś, podczas ferii zimowych, ze Smokami. Park…jakiś mały, wąski, drzewa…wcale nie takie ogromne. Znikły czarodziejskie latarnie. Rzeka znacznie czystsza. Tylko gałązki wierzby wyglądały, jak wtedy, srebrne warkoczyki przymarznięte do lodu.
I czasem, w różnych chwilach…zastanawiam się, czy moje Smoki zapamiętają takie obrazki? Takie poczucie szczęścia, i tajemnicy, jakiejś magii, zamkniętej w najzwyklejszych rzeczach, choćby w parkowej latarni ze stłuczoną szybką?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Śnieg

16 gru

Biało. Błękitnie. Pozorny spokój.Cisza. Nie mogę jej znieść.Oddycham tym jednym dźwiękiem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS