RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2004

Ostatnio przeczytane

29 sty

Bez przekonania wzięłam to do ręki, przekartkowałam, odłożyłam, spojrzałam bez ciekawości. Ale łypał na mnie z okładki. Trochę zaczepnie, trochę prowokująco. Łypnęłam też. Otwarłam. I już było po mnie. Pochłonął mnie świat małego, szarego miasteczka, biedy i nędzy, odrapanych ścian, powszechnej brzydoty. A mimo to tak intensywnie tętniący życiem, różnorodnością doznać, odczuć, emocji. Zachwycająca poetyka brzydoty. Umiejętność pokazywania jej pięknej, o paradoksie, strony. Klimat trochę przypominający Singera, tak dawno czytanego. Zwyczajni- niezwykli bohaterowie. Bez sztampy, wygładzenia, lukru. Tacy, jak to miasteczko. Zwykli, brzydcy ludzie….i tak bardzo przez to niezwykli. Nie jest sztuką opisywać piękno, ale sztuka jest pokazać zwykłość, brzydotę w taki sposób, że zachwyca. Bez otarcia się o kicz, ckliwość, czy sentymentalizm. Jan Himilsbach „Zatopione skały i inne monidła”.
I jeszcze opowieść o dziewczynce, rodzicach, ludziach sławnych i znanych. O zepchnięciu w kąt, grzechach dorosłych wobec dziecka. O zawodzie, i próbie odnalezienia ojca przez dorosła kobietę. Mentalnej próbie. Poruszające, skłaniające do myślenia o tym, w jaki sposób odbierają nas nasze dzieci. Najprościej mówiąc, o potrzebie miłości. Zarówno małej dziewczynki, jak i dorosłej kobiety. Magda Dygat „Rozstania”.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

TO

23 sty

W zakamarkach czai się. Wypełza nocą. Albo dniem. Kiedy nikt nie patrzy w jego stronę. Jest czujny. Szybki. Zwinny. Atakuje bez uprzedzenia. Cichcem. Wywleka. Porywa do swej nory. Nikt nie wie, gdzie ona jest. Przerażenie rośnie. Płacz osieroconych unosi się w powietrzu. Ich szeregi rosną. Czeka je Tartar kosza na śmieci. Bezradność bez granic. Uśmiecha się cynicznie ze swej siedziby. Potwór skarpetkowy.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bertolucci

22 sty

Z racji urlopu od rodziny, obijam się, i leniuchuję. Śpię długo, jem śniadanie w łóżku, czytając, bo tak lubię najbardziej. Potem się plącze, zaglądam do rzeczy, na które zwykle nie ma czasu. I, wychodzę z domu. Wczoraj wyciągnęłam koleżankę do kina. Długo nie mogłyśmy wybrać filmu, który by nam obu odpowiadał. Ja nie miała ochoty na komedie, ona na dołujący film. Wreszcie trafiłyśmy w repertuarze na „Rzymska historie” Bertolucciego. I poszłyśmy.
Fabuła jest banalna. Afrykanka w Rzymie, mieszka w starej kamienicy, której włascicielem jest muzyk. Zupełnie niepozbierany, nie z tego świta, o chłopięcym wdzięku człowiek. Ona po tragicznych przejściach w rodzinnym kraju, czekająca na wieści od aresztowanego przez wojskowy reżim męża. Studiuje medycynę, sprząta mieszkanie muzyka; w ten sposób opłaca czynsz. Otoczona złymi snami, i delikatnym uczuciem „dużego chłopca”. Emocje narastają wraz z muzyką, motywami klasycznymi i afrykańskimi, jazzującymi. Tak różne wątki muzyczne, jak tych dwoje bohaterów. Niemniej, łączy ich ślimakowata klatka, symboliczną spiralą spinająca ich losy. Delikatne gesty, arkusz nutowy ze znakiem zapytania, purpurowy storczyk, stary, cudnej roboty pierścionek, a wszystko znalezione w gospodarczej starej windzie, służącej dziewczynie za szafę. Gesty adoracji. Drobne. Tylko jedna scena pokazuje wybuch emocji muzyka, gwałtowny i prawdziwy. Wyznaje jej miłość. Dziewczyna odrzuca go, wypowiadając życzenia, które zapewne dla niej wydaje się być równie nierealne, jak upragnione. „Uwolnij z wiezienia mego męża”. Muzyk odsuwa się, zaskoczony. I od tej pory znikają wszelkie gesty, mogące o czymś świadczyć. Ale nie tylko gesty. Znikają antyczne przedmioty z jego mieszkania, gobeliny, dywany, obrazy, wspaniała biblioteka. I fortepian. Dziewczyna w zdziwieniu obserwuje te zmiany. Wreszcie dostaje list z afryki…mąż już w cywilnym więzieniu, czeka na wyrok. PO kilku dniach telegram…przyjeżdża, jest wolny. Czuje się zaskoczona brakiem własnej radości. Odkrywa w sobie coś zupełnie innego. Miłość do muzyka. Spędza z nim noc. Nad ranem dzwonek do drzwi. Próbuje zsunąć z siebie ramie śpiącego. Walczy z własnymi palcami. Dzwonek uporczywie wdziera się w ciszę. Już nie walczy. Wybrała?
Tak więc, fabuła dość banalna. Wolna, niespieszna narracja, przeplatająca się muzyka, kreśląca uczucia bohaterów. Dla mnie film taki sobie. Nie zapisuje się szczególnie w pamięci. Ale z pewnością wygrywa pięknymi zdjęciami, to jego najmocniejsza strona. Zbliżenia przedmiotów, rytmicznie powtarzające się sekwencje. Złocisty, ciepły koloryt.
Miło obejrzeć, ale to film, który nie zostaje wewnątrz. Jak złoty cień, drży chwile na powierzchni.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Fotografie

22 sty

Smoki wyjechały w sobotę na zimowisko. W domu zrobiło się cicho, pustawo. Tylko Bywający zajęty swoimi sprawami, a ja przedzierałam się przez gąszcz smoczego bałaganu. Kiedy wszystkie zaległości domowe zostały w miarę nadrobione, usiadłam na poddaszu, na wielkim, starym materacu. Wyjęłam z bibliotecznej szafy kartonowe pudełko, i stary album w skórzanej oprawie. Był w domu od zawsze. Na pierwszej stronie, w kolorze sepii moja Babcia i Dziadek ze strony Mamy. Babcia, niezywykłej urody kobieta, w miękko załamującym się nad czołem kapeluszu, z bukietem wspaniałych kwiatów. Dziadek, z marsem na pociągłej, przystojnej twarzy. To ślubne zdjęcie. Na następnych kartach moja prababcia, w białej, koronkowej jak obłok sukni…zdjęcie pewnie z ostatnich lat XIX wieku. Rodzeństwo babci i dziadka, długie suknie, koronki, warkocze, wąsy…I fotografie rodzinne ze strony ojca. Piękni, szczęśliwi ludzie. Wyjątkowo piękne kobiety, o delikatnych, myślących twarzach. Bogactwo losów…często tak bardzo odbiegających od promiennych zdjęć. Archaiczny świat Galicji…dla mnie znany z fotografii i rodzinnych opowieści o Lwowie, Sarajewie. O balach, miłościach, ale i rozwodach, wojnach. Los porozrzucał ich w różne części Polski, różne części świata. A mimo to zachowali w sobie taką samą klasę, urok, szlachetność, jak na fotografiach. Moje piękne ciotki, które ja znałam już jako starsze bardzo panie. Ale niezmiennie dobre, niezmiennie piękne, wielkiego serca. Moja babcia, ta z pierwszego z opisanych tu zdjęć, zwana potem w Bielsku „Srebrną damą”. Życie nie tak świetliste jak fotografia, a jednak i ona, i inne z tych postaci, miały tę świetlistość w sobie.
I dobrze jest czasem siedzieć ze Smokami, i pokazywać im tych wszystkich ludzi, opowiadać rodzinne historie. Niech łapią to światło, blask niech promieniuje…choć trochę. Ja miałam to szczęście, że mogłam z tymi osobami obcować, słuchać najpiękniejszych bajek opowiadanych przez Babcię, te Srebrna właśnie. Oglądać cuda lasu i gór dzięki wycieczkom z Dziadkiem.
Więc, niech świeci, niech lśni….

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kontrasty

16 sty

Przekręcenie klucza w zamku rozpalało pożar. Przedzieranie się przez gąszcz warstw ochronnych, niecierpliwe i szybko spalało. Usta pulsujące krwią, niecierpliwość dłoni, rozkosz każdego milimetra skóry.
Teraz maluję starannie czerwień, otulam się nią, i dotykam malowanym pożarem moich warg lodowatego powietrza nad jego policzkiem.
Szczelnie spuszczam żaluzje, zapraszam ciemność zakrywającą ciemność we mnie. I nie te dłonie, nie ten oddech, nie te usta, nie to……zupełnie nie to. Próba zapanowania w ciemności nad myślami kończy się fiaskiem. To silniejsze. Słodko silniejsze. Cały świat w mojej głowie.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mdłości

12 sty

Mdli mnie. Biorę do ręki gazetę, i jest mi niedobrze. TV…to samo. Onet, bo to moja startowa strona, znowu. Mam dość czytania o pani prokurator balującej z mafią, mam dość wiadomości o tym, jak pogotowie dba o życie 7 miesięcznego dziecka. Nie chce słuchać o tym jak ojciec zabił syna, albo koledzy kumpla. Dość wieści o zamachach, wojnach, kataklizmach. I przede wszystkim dość wieści z naszego podwórka. Stop Rywinom, Czarzastym, Millerom. Mdli mnie, jak nigdy przedtem. Nawet wtedy, kiedy było źle, kiedy graliśmy w gry uliczne z ZOMO, kiedy nasz dziekan wyciągał studentów z suk, nie czułam się tak koszmarnie zniesmaczona. Ideowość? Dziwne słowo…Mimo szarości, mimo poczucia zagrożenia, niesprawiedliwości, wszelkich ograniczeń związanych z cenzurą wszelkiego rodzaju, czuliśmy się lepiej. Była nadzieja, że kiedyś będzie lepiej, że to „kiedyś” jest coraz bliżej. Nie tak się nam to wszystko śniło.
I trudno uwierzyć, że całą te rzeczywistość teraz buduje moje pokolenie…i nasi odrobinę starsi „koledzy”. Rozmieniliśmy idee na drobne, zdewaluowali marzenia. Piękny skok ze szczytów do błotnistego, własnego koryta.
Niesmak, jeden wielki, wszechogarniający niesmak. Wiec żadnych wniosków? Jak zwykle? Piękna Rzeczpospolita…może za jakiś czas wyciągniemy zakurzone kosy, i rzucimy się z nimi na wszelkie rodzaje broni najnowszej generacji? Tak pięknie, romantycznie, tak po naszemu. Na pokaz. Efektownie. Mdli mnie. To bardzo łagodne określenie.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dialogi pocztowe

05 sty

Osoby dramatu
Ja
Pani z okienka
Znaczki

Didaskalia:
Mała poczta, kilku przypadkowych klientów, śnieg za oknem, ciapa na mokrej podłodze.

Czas akcji 5 stycznia, 10 rano.

Ja: dzień dobry. W jakiej cenie są znaczki na listy?
Pani z okienka: 1.25 gr.
Ja: Poproszę 11.
Pani z okienka: Ale mogę tylko dać po 1.30.
Ja: W takim razie po ile są priorytetowe?
Pani z okienka: Po 1.90.
Ja: W takim razie poproszę te po 1.90.
Pani z okienka: Mogę dać pani tylko priorytetowe po 2zł.
Ja (ze zdumieniem): Dlaczego???
Pani z okienka: Bo nie ma tych po 1.90.
Ja: To ani zwykłych, ani priorytetowych nie ma??
Pani z okienka: Nie ma, musi Pani kupić droższe.
Ja (konsternacje) Ale ja nie chce droższych. Dlaczego mam przepłacać?
Pani z okienka: Bo nie da się inaczej.
Ja: To może sprzeda mi Pani tańsze? Np., za 1.85?
Pani z okienka: Ależ to niemożliwe.
Ja: Dlaczego? Jeśli nie ma o właściwym nominale, to dlaczego mam dopłacać?
Pani z okienka: Bo się nie da.
Ja: No to dziękuję.
Wychodzę zniesmaczona, ale i zadziwiona totalnym nonsensem.

 
Komentarze (20)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Prezenty

05 sty

Niespodziewane podarunki. Drobiazgi, które cieszą swoja nagłością, niespodziewanym spadaniem do moich rąk. Malutkie rzeczy. Ciepłe. Otulam się nimi, lepiej mi z ich echem. Dawno nie zasypiałam uśmiechnięta.
Nagła telepatia…Dziekuję :)

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co to jest instynkt samozachowawczy

04 sty
Rozsądny strach przed prawdą
Wyłowioną nagle z wodorostów jaźni
Załóż twarz!
Graj w pokera!
Weź znaczone karty!
Pusta twarz
Uczuć brak
Maska weneckiej rozpusty
To jest właśnie tak!
To jest instynkt samozachowawczy
 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dziś

03 sty

…wysłałam świąteczne kartki. Nie, nie na Wielkanoc. Na Boże Narodzenie 2003. I Nowy Rok. Hmm…ponad dwa tygodnie leżały napisane, i zaadresowane w biurku…hmm…ale życzenia nabrały mocy, prawda?! :)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS