RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2004

Aktualności

28 cze

Rozmawiamy o tym, co dalej. Staram się bez żali, zarzutów. Hoduje w sobie spokój. Bywający również…Metodyka rozwodu. Jak to zrobic, żeby było jak najmniej strat, żeby nikt nie by bardziej pokaleczony. Przede wszystkim, Smoki.
Nieodmiennie przypomina mi sie film „Wojna Państwa Rose”. Nie chcę, żeby tak to wyglądało.
Zeszły tydzień był bardzo nerwowy, wyczerpujacy. Bywający wyjeżdżając rzucił ” Pomysl o tym, jak się rozwieść, i jak zrobic podział majątku”. Sama o tym od dawna myślę, ale jednak…zaskoczył mnie. A teraz, kiedy weeknd minął, i jakies rozmowy mam za sobą…jest mi spokojniej. Tylko jedno mnie niepokoi. Za dużo zgody z jego strony, akceptuje wszystkie warunki? Zgadza sie na sprzedaż domu? I to jesgo stwierdzenie…że dom nam zostawi? Bez spłaty z mojej strony? Zawsze moją nieufnośc budzi sytuacja, w której za lekko, za łatwo się wszystko układa. Dom…lubie go, ale nie jest niezbedny dla mnie, nie jest miejscem, bez którego nie wyobrażam sobie świata. Ale Smoki…lubia go, wrosły w osiedle, tu maja przyjaciól, ogród, przestrzeń. I boje się to im zabrać. Choć wiem, że jeśli sprzedamy dom, to …sama wybuduje nowy.I stworzę go tak, że będą szczęsliwe.Ale tez wiem, że droga do tego będzie trudna, i nie wiem, jak kiedys mnie moje Smoki podsumuja, ocenią. Tak bardzo nie chcę, żeby w przyszłości czuły się kalekimi ludźmi z mojej winy.
Może to mrzonki, ale…jednak czuję w sobie siłe, która mimo niepewności, i strachu kiełkuje, i wiem, ze jeszcze ciagle moge wiele zrobić.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przy winie

21 cze

Spojrzał, dodał mi urody,
a ja wzięłam ją jak swoją.
Szczęśliwa, połknęłam gwiazdę.
Pozwoliłam się wymyślić
na podobieństwo odbicia
w jego oczach. Tańczę, tańczę
w zatrzęsieniu nagłych skrzydeł.
Stół jest stołem, wino winem
w kieliszku, co jest kieliszkiem
i stoi stojąc na stole.
A ja jestem urojona,
urojona nie do wiary,
urojona aż do krwi.
Mówię mu, co chce:
o mrówkach umierających z miłości
pod gwiazdozbiorem dmuchawca.
Przysięgam, że biała róża,
pokropiona winem, śpiewa.
Śmieję się, przechylam głowę
ostrożnie, jakbym sprawdzała
wynalazek. Tańczę, tańczę
w zdumionej skórze,
w objęciu,które mnie stwarza.
Ewa z żebra, Wenus z piany,
Minerwa z głowy Jowisza
były bardziej rzeczywiste.
Kiedy on nie patrzy na mnie,
szukam swojego odbicia
na ścianie.I widzę tylko
gwóźdź, z którego zdjęto obraz.

Wisława Szymborska

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czytam w zachwyceniu

20 cze

W połowie biała okładka, z bohomazowatą ilustracją w dolnej części. Kiedyś całkiem ciekawa seria wydawnicza KIK. Zawędrowała na moja półkę wiele lat temu. Pamiętam, że kupiłam ją w Warszawie, w dworcowej księgarni. Jakie to dziwne…jak zatoczony krąg. Wtedy, z ogromna radością, i entuzjazmem. Bo to był czas naszej wielkiej fascynacji judaizmem, jego czasem, i kulturą. Wiecie, o jakiej książce mówię? „Sztukmistrz z Lublina”. Nosiliśmy w uszach piosenki ze Skrzypka na dachu, Kazimierz był jeszcze ruiną,i nie śniło nam się, że kiedyś będzie takim miejscem, jak dziś. Choć może zaczynały się już nieśmiałe próby odrestaurowania, i obudzenia w nim życia. A książka…była upragnionym rarytasem. To były czasy wielkich polowań księgarskich, szperactwa antykwarycznego. Stoiska bukinistów, na rozłożonych łóżkach polowych były źródłem niezliczonych pokus. Tytułów szukaliśmy z zapartym tchem radość z każdej zdobytej i wymarzonej książki była ogromna.
A wracając do „Sztukmistrza”…czytam go teraz po raz kolejny, po bardzo długiej przerwie. I nadal zachwyca poetyką, sugestywnością obrazów, atmosferą.Jezyk, pachnący, barwny, zmysłowy, namacalnie niemal opisujący świat, stawiający go wyraźnie przed oczyma, pozwala czuc go wszystkimi zmysłami.I,uniwersalność,która sprawia, że ksiązka mimo upływu czasu jest tak zywa. Warszawa sprzed ponad stu lat, inna kultura, inni ludzie, a jednak, te rozterki, próba wartościowania świata, ludzi, samego siebie…jakże bliska i znajoma. Może nie chodzę po linie rozpiętej wysoko nad ziemia, może nie jestem hipnotyzerem…ale poczucie rozdarcia między różnymi, nieprzystającymi do siebie światami, jest mi bardzo bliskie. Wyznaczanie granic dobra, i zła, rachunki zysków i strat…życiowa buchalteria. Nigdy nie miałam talentu do bycia księgową…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filozofia drutu

17 cze

Kupiłam dziś część podręczników dla Smoków. Kilka dni temu Małego Smoka przeniosłam do innej szkoły, oczywiście, od września. Babon okazał się być niszczący, i niereformowalny, więc, odwróciłam się na pięcie, i podziękowałam za skuteczne zniechęcenie Smoka do instytucji szkołą zwanej. Nie obyło się bez pływania w morzu paradoksu. Bo, jeśli nie jestem zameldowana w gminie Kraków, a chcę, by w tej szlachetnej gminie moje dziecię pobierało nauki, to muszę wiedzieć, że to nie proste. Trzeba się zameldować. Na szczęście, wystarczy tymczasowo. Żeby się zameldować tymczasowo, w moim własnym skądinąd mieszkaniu, na dokładkę, będącym w mojej osobistej i prywatnej kamienicy, to musze mieć zgodę człowieka, który w tymże mieszkaniu pobywa, i meldunek dzięki mym dobry chęciom ma. Człowiek przyjechał do stosownego urzędu, dopełniliśmy formalności, i tak oto, Liskaa i Smoczę Najmłodsze znów są tymczasowymi obywatelami pięknego miasta Krakowa. A Pani Dyrektor nowej szkoły przyjęła dziecię z ochotą, stosowny dokument wkładąjac do stosownej szuflady. Wy myślicie, że zgodnie z jednym z przepięknych haseł reformy oświaty pieniądze idą za dzieckiem? Nie, kochani, nie idą. Tzn, idą, ale nie za granicę gminy. Gmina to gmina, i kasa tylko dla dzieci ZAMELDOWANYCH, a nie uczących się na jej terenie jest. Proste? Jak drut. Nie ma, i koniec.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bez tematu

09 cze

Nie cierpie weekendów. Przerażaja mnie, drażnia, denerwują, wyzwalaja koszmarne pokłady złości. Znów będe uciekac w rózne czynnosci,byleby tylko zając czyms rece, bo myśli są tam, gdzie są, i takie, jakie są. Nie cierpie siebie w weekendy, zaciśniętych ust, nerwowego głosu. To przesuwanie żyletką po tafli szkła.
Pojadę jutro w góry, ale i jutro wrócę.Bedzie cudownie, i wspaniale, kwitne w przychylnosci moich przyjaciół.
Może Smok mały przyjdzie do sypialni spać…moze przyśni mi sie coś całkiem innego, może gdzieś znajdę uśmiech.
Może pochłonie mnie książka, albo moc bezsensownych czynnosci. Wiem, to jest chaotyczne…ale…duszno…burza w powietrzu…kocham ją, niech juz pada. Tak bardzo wiem, czego nie chcę, ale nie wiem, jak…Moge myślec o poniedziałku, cieszyć się z każdej godziny, która odchodzi.To okrutne? Tak. Sprawdzać wieści z innego świata.
Wszystko pięknie…ale teraz….źle mi jest. Nie pocieszać, please. Musze mieć jakies miejsce, gdzie mogę prawie bezkarnie płakać. Choć blog tez już nim nie jest.
Czy kiedyś będzie tak, że przestane walczyc, wierzgac, kopac i buntowac się? Jak znaleźć obojętność? Tak…dystans…nie, nie będe rozwijac tej teorii.
Musze myśleć o moim motylu w pudełku z wyobraźni.
A może…moze kiedyś przestanie mnie to gryźć, piec, moze przestane patrzeć tak a nie inaczej? Będę emocjonalnie zrównoważoną kobietą o chłodnym spojrzeniu. I tak, jak nic mnie wtedy nie zmartwi, nie sprawi, że zobaczę mgłę , tak samo nic mnie nie zachwyci, nie podpali oczu. I jak lepiej? Nie mogę przestac byc sobą. A wariatka jeszcze tańczy.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z pytaniami w tle

07 cze

Czy wiesz, że zboże przy mojej drodze już całkiem zakrywa zakręt? Czy wiesz, że maki czerwonymi punktami przyciągają oczy? Ze złote jaskry na długich, wiotkich łodyżkach mam na wyciągnięcie ręki, a w Warszawie sprzedają je kwiaciarki? A masz pojecie, jak skały i ruiny Ogrodzieńca rysują się bielą na tle grafitowego nieba? Czy wiesz, ze kocham wiatr, który przelatuje mi między palcami, kiedy szybko jadę samochodem, z otwartymi oknami, muzyką i blyszczącymi oczyma? Chowam pod rzęsami wszystkie mijane obrazy, kolory, zapachy i dźwięki, taki mój prywatny pejzaż wewnętrzny. Czasem z chmura i deszczem, a teraz…przetykany słońcem. I ta muzyka wokół nóg…nakazuje taneczny krok. Chcę jeszcze…..

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Taki dziwny dzień…:)

06 cze

Pojechałam ze Smokami na koniki. Jeździli w terenie, a ja czytałam, siedząc na niskiej ławeczce, ze słonecznymi pocałunkami na karku. Brzozy szumiały wiatrem, oczy wybiegały daleko, patrząc na to, czego nie było w pobliżu. Kąciki ust wyginały się ku górze, bezwiednie.
Potem smażyłam naleśniki z książką w ręce. Po obiedzie zwinęłam się w fotelu, czytając nadal, a dłonie przytulając do żółtego kubka z herbatą.Usta znów układały się w uśmiech, a oczy liczyły krople deszczu, malując w nich zupełnie inne obrazy.
W przymknięciu powiek motyle o żółtopomarańczowych skrzydłach tańczyły niespokojnie, a ciemne iskierki żarzyły się tak blisko. Mogę zamknąć je w pudelku z wyobraźni, o wnętrzu tak delikatnym, ze pyłek ze skrzydeł nie opadnie. Kiedy będzie mi bardzo źle wypuszczę je na wolność, żeby jeszcze popatrzeć na ich taniec. A może nieco wcześniej…
Cohen w muzyce, Cohen w prozie…cudowny czas z nim. I z motylami w pudełku wyobraźni.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS