RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2005

Smuteczki

28 sty

Powoli wirują płatki śniegu, malując w powietrzu ciszę. Zaczyna świecić słonce. Biały, zasypany świat skupia się na sobie, na tym, co wewnętrzne. Sprzyja rozmyślaniom.
Martwi mnie średni Smok…kiepskie półrocze, znacznie poniżej jego możliwości. Podstawowe przedmioty to czwórki, i to przy kompletnym nic nie robieniu. Zadania odrabiane na kolanie, jeśli w ogóle zrobione. Więc, skoro mimo tego lenistwa ma czwórki, to zdolny facet z niego. Inne stopnie z tak zwanych „michałów”…Boże się pożal…dopuszczający, dostateczny. Tu ocenia się przede wszystkim przygotowanie do zajęć, np. posiadanie stroju gimnastycznego, farb, pędzli, innych przyborów. I to nie to, ze biedny Smok krótkich portek nie ma, albo farb czy plasteliny brakuje w pustym domu. Zupełnie nie. Przewalają się tabuny takich rzeczy…tylko nie mogą na czas do szkolnego plecaka trafić. A potem rezultaty takie, jak widać. Cos dziwnego się dzieje z moim Średniaczkiem. Ambicja zanikła zupełnie, totalny tumiwisizm. Zamyka się w sobie, mniej mówi niż dawniej. Każde polecenie czy tez prośba z mojej strony są dyskutowane, wszystko robi się z niesłychanym oporem. Muszę to przemyśleć, w jakiś sposób zweryfikować obowiązki, bo wygląda na to, ze prawa i przyjemności są w obfitości wszelkiej, natomiast obowiązkowa strona życia leży i płacze w kącie. Powinnam poświęcić mu więcej czasu…to prawda, ze średnie dziecko jest najbardziej poszkodowane. Smoczyca ze swoja dość silną dysleksją, z innymi dysharmoniami, nadwrażliwością zawsze zwracała moja uwagę. Mały Smok z zeszłorocznymi problemami w szkole, teraz, po zmianie odżył, i mimo kłopotów ze zbyt żywiołowym zachowaniem w szkole, wyszedł na prostą. Uwielbia nowa panią, która jest bardzo wymagająca i konkretna, a przy tym ma z dziećmi świetny kontakt. I w tym całym zamieszaniu…Średniak chyba został trochę za bardzo powierzony sam sobie. I to procentuje. Złością, agresją, zamknięciem w sobie, i chyba tymi kiepskimi ocenami. Jakkolwiek na to nie patrzeć, muszę moim dzieciakom dokręcić śrubę w następnym półroczu. Zasada „są sukcesy, to są i nagrody” nie wydaje się być zła. Oczywiście, i tu należy wyważyć proporcje. Martwię się, i zastanawiam, jak to wszystko ogarnąć. Na pomoc czy choćby wsparcie Bywającego nie mogę liczyć. Nie ma pojęcia o dziecięcych problemach, rozterkach czy trudnościach. Ostatnio pytał Smoczycę, jakie ma przedmioty w szkole. A Smoczyca jest już w szóstej klasie. Bywający przyjeżdża, i rozlicza, dzieci i mnie. Obarcza presją. To nie pomaga.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sceny z zycia Małego Smoka

20 sty

Scena I
Zadanie Małego Smoka zamieszczam poniżej, zachowuję pisownię, stylistyke, tudzież gramatykę oryginału.
Jaki jest mój dziadek Edmund.
Muj dziadek jest: ponury, smutny,dziwny.
Wygląd
Łysy, ma śwe włosy, okrągłą, kanciastą głowę, zielone oczy i szpiczasty nos.

Scena II
Mały Smok stoi przed lustrem w łazience i wnikliwie się sobie przygląda. Mina poważna. Podchodzi Mówa (Liskaa)
Mały Smok: Mam taką dziwną twarz. Trójkątny nos. Brzydka ta twarz. Beznadziejna.
Mówa go obejmuje, przytula się do malucha i razem patrzą na siebie w lustrze.
Mówa: Jesteś podobny do mnie.
Mały Smok z radością: Tak???!!! To mam ładną twarz.

Scena III
Pokój chłopców, zgaszone światło.
Senny głosik w stronę Mówy: Położysz się koło mnie na chwilkę?
Mówa się kładzie, przytula Małego Smoka.
Smok szepcze: Wiesz…świetne były te urodziny Wojtka, na których dziś byłem. Fajniejsze od moich.
Mówa: Dlaczego tak myślisz?
Mały Smok: Bo był na nich jego tato…a na moich nie…..
…………………………………………………

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pytanie

17 sty

Świt ostrą koronką mrozu i szronu otwiera mi oczy. Lodowate powietrze wymusza obłoczki pary. Rozmnożone słonce zapala się nie w moich oknach. Łudzi pożyczoną czerwienią. Gdzieś na dnie, jeszcze czasem okruchy z tamtego lustra kłują. Dalsza wymiana myśli, zdań rutynowych i konwencjonalnych przypomina żałosną próbę reanimacji trupa w kolejnym stadium rozkładu. Czy to uzależnia?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Próba

15 sty

Sama sobie obiecałam, ze w tym roku zmienię wiele spraw. Czasem trudno dotrzymać słowa, szczególnie samej sobie. Czasem myśli, które są jasno sformułowane trudno wyartykułować, wiedząc, jakie będą konsekwencje. Ale jednak, zaczęłam tę trudną rozmowę. Dziś. Bo atmosfera przytłacza, gnębi, sprawia, że nie mogę oddychać normalnie. Budzę się ze sztywnymi ramionami. Nawet śpiąc nie mogę się zupełnie odprężyć. Wszystkim z tym niewygodnie. Bywającemu przecież tez. Smoki z pewnością czują. Powiedziałam, o trudnej, męczącej wszystkich sytuacji, o tym, ze dość tego. Że przecież już kiedyś próbowaliśmy cos ustalić. Oczywiście, oboje zgodziliśmy się, ze rozwód to jedyne wyjście. Ja z przekonaniem,. A on….nie wiem. Mam nieodparte wrażenie, ze nadal nie myśli o tym poważnie. Irracjonalne, przekorne twierdzenia, jego próby zranienia mnie…bo jestem „złą żoną”, albo „nie taka żona mi potrzebna” czy też „szkoda, że się pobraliśmy” . Wiele innych słów. Nie chciałam wylewać przed nim moich zali, tego, co mnie boli. Bo mówiłam o tym wiellokrotnie, on nie przyjmował do wiadomości. Powtarza swoje mantry, słowa kieruje w przestrzeń, słucha tylko siebie, zamyka się na to, co ja mówię. Więc, próbuję rozpatrzyć aspekt już nie tego, że rozwód, tylko w jaki sposób zrobić to, aby wszyscy jak najmniej na tym cierpieli. Jak załatwić sprawę z domem. I jego propozycje dziecinne, oderwane…dzielić na pół, rysować linie podziału. Albo on będzie tu mieszkał nadal, dzieci zostaną w tym domu, ściągnie babcię, a ja się wyniosę. Może jednak trzeba iść va bank, i zgodzić się np.. na to, ze nadal będzie tu wracał, miał biuro, i bywał w weekendy. To paranoja, i sądzę, że wojna nerwów. A przede wszystkim…żadna zmiana. Ja wiem, jak bardzo ważny dla niego jest dom. Lata ciężkiej pracy,wyrzeczeń. Ale wiem też, jak bardzo to miejsce ważne jest dla dzieci, jak tu wrosły. I wiem, że samo nasze rozstanie będzie traumą, nie chcę do tego dokładać wyprowadzki, zmiany szkoły, utraty przyjaciół. Proponuje mu spłatę, kupno mieszkania w Tychach, bo przecież tam spędza większość czasu. Każda propozycja z mojej strony jak piłeczka pingpongowa, odbija się od próżni. Chce konkretów, realnych i wymiernych. Dostaję nonsensowne stwierdzenia. Może potrzeba mu czasu. Nie jest mi teraz najweselej.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nowy Rok

03 sty

Przylazł, i na wstępie podłozył mi nogę, efekty są nader bolesne. Nie dość, że kaszlę, w płucach mam ..no moze już nie orkiestrę symfoniczną, a kwartet kameralny, to jeszcze policzyłam dzis śliskie schody przy aptece, i zbadałam ich twardość. Oj, twarde są bardzo :(

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS