RSS
 

Archiwum - Luty, 2005

R.I.P.

22 lut

Obrazy jak z sennego koszmaru. Rozsypujacy się, umierający świat. Rozkład ciała, wartości, wszystkiego, co znane, i zdawaloby się pewne i trwałe. Śmierć, która dotyka wszelkich uniwersaliów.Plastyczność tak doskonała, że nie można oderwać od niej oczu. Wizja tak sugestywna, że można ją niemal poczytywac za własną. Fantasmagorie naszych czasów, skrzętnie wypierane przez powierzchowną kulturę pop, tu rażąco dosłowne.
Perfekcja rysunku, która karze spojrzeć na kazdy detal. Nic nie jest naskórkowe, wszystko uderza. Budzi niepokój, zmusza do anlizy, do odczuwania lęku. Przerażający pesymizm, wykład naszych najgorszych snów i najcięższych doświadczeń ostatnich trzech pokoleń. Przykuwa wzrok, każe się zastanawiać. Te obrazy mnie fascynują, ale nie odważyłabym sie powieścić ich w moim domu.
I dziś, ta wiadomośc o jego śmierci. Zabójstwo. Motyw rabunkowy raczej wykluczony. Porządek w mieszkaniu, żadnego chaosu i gorączkowości napdu. Zamkniete drzwi. Zwłoki na zamknietym balkonie. Kilka lat temu, jego syn, którego znali wszyscy wielbiciele radiowej Trójki, popełnił samobójstwo. Dziś ta wiadomość…mam takie dziwne odczucie…że pasowała do obrazów…była kontynuacją? A moze zamknieciem?
Zdzisław Beksiński został zamordowany.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Heeeeeejjjjjjjjjjjjjj !!!!

19 lut

Dzwonki, snieg, wiatr, pęd powietrza, ośnieżone gałezie drzew, las jak biała bajka, niekończące się przestrzenie śpiących pól, wzgórz, dolinek. I ten pęd:)) Figurka mojej córki lekko unosząca się na koniu, ech…:)Kulig, cudowny, bajkowy i …szkoda, że juz po:)
A potem gorący zurek przy kominku, hebata, i bitwa na śnieżki z kolegami mojej Smoczycy:)Wracamy mokrzy, przemarznięci i tacy szczęśliwi:) Trzy Smoki i ja:)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kiedy zimową noca Liskaa…;)

08 lut

Noc taka piękna. Pola takie białe. Niebo takie gwiezdziste. Samochód tak głęboko zaryty w śniegu. A droga taka pusta. Ale nie, jedzie cos, i zwalnia, może niekoniecznie tylko z powodu oblodzonej drogi. Zwolniło, popatrzało, i odjechało. A jedź sobie. Znów jedzie. Zwalnia, staje. Wysiada mały człeczyna, ręce łamie, i ofiaruje się jechać po łopatę, aby jakoś mnie odkopać. Siedzę w samochodzie, uśmiecham się pod nosem, i czekam na mego Salwatora. A tymczasem robię sobie test na ochoczą pomoc sąsiedzką. Osiedla, na którym mieszkam to domki, średnio dwa porządne autka w garażu, ludzie całkiem ustawieni. I jada sobie droga, pustą, wąska i śliską, ale…samochodu w polu jakoś nie zauważają. Kobiety odkopującej koła również nie. Śmieszy mnie to, bo nie wiadomo czemu, mam wyjątkowo dobry humor. Dzwonię po mego najlepszego w świecie sąsiada, który obiecuje szybka pomoc. Słucham radia, i czekam na człowieczka z łopatą. A tu moją pechową drogą sunie mercedes. Nie jakiś tam rzęch. Porządny, wielki, i taki nowy, że oczy bolą. Zatrzymuje się. Powoli i dostojnie wyłania się postać zażywnego jegomościa w kapeluszu i długim czarnym płaszczu. Zmierza w moja stronę, poły płaszcza jak skrzydła nadają mu dostojeństwa. Puka w szybę. Opuszczam, i uśmiecham się najbardziej uroczym uśmiechem. A Pan na to „Może Panią gdzieś podwieźć?” Absurdalność pytania w połączeniu z surralnością tej postaci i całej sytuacji sprawia, że mam ochotę wybuchnąć śmiechem, schylam więc głowę, i jestem wdzięczna potarganej czuprynie, która zasłania mi twarz. Dziękuje dostojnemu Panu, a on majestatycznie brnie w śniegu do swego samochodu. Po chwili wraca człowiek z łopatą, odgrzebuje mnie i gadamy. Nadjeżdża Najlepszy Sąsiad, jeszcze zatrzymuje się jakiś nie znany maluch, którego właściciel ochoczo pomaga. W rezultacie wyciąga mnie z zaspy pięciu zacnych ludzi. I tak to imperatyw Kantowski nabrał nieco innego znaczenia „Niebo gwiaździste nade mną, a puste pole przede mną”.
A wszystko przez jedna, niepotrzebna myśl. Obiecuję jej więcej nie używać…a przynajmniej spróbować.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS