RSS
 

Archiwum - Marzec, 2005

Onirycznie? Realnie?

28 mar

Patrząc przez okno widzę lezącą na trawniku stertę kolorowej, dziecinnej pościeli, wyrzuconą z domu .wiem kto to zrobił, płaczę, trochę z żalu, trochę ze złości, ale dominuje dojmujące uczucie bezsilności. Płaczę głośno, ale oczy mam suche, to najbardziej męczący, okropny szloch. W następnym kadrze siedzę w jakiejś kafejce, okna maja renesansowe portale, widok za oknem to jak obraz w pięknej ramie – ogród bardzo wczesna wiosnę, tuż przed zmrokiem. Przy stoliku siedzi ze mną moja Piękna Ciocia, i jak to ona zazwyczaj, ma dla mnie niespodziankę. W ręku trzyma folder wycieczkowy, opowiada, co mogę zobaczyć, jak cudownie spędzić czas. Dłonią zręcznie zakrywa cenę tej wycieczki. Gorąco namawia mnie na ten wyjazd, do jakiejś miejscowości w Niemczech. Dlaczego akurat tam? Nigdy specjalnie o tym nie marzyłam. Przy stoliku z nami siedzi druga niezwykle dystyngowana dama, rozmawiają z Ciocia po Włosku, i wszystko wskazuje na to, że i ta pani popiera projekt mojej Ciotki. Słucham, uśmiecham się z roztargnieniem, i spoglądam na drzwi…a może przejście w bramie, bo czekam na T. Potrzebuje jego obecności i rozmowy, ciągle mam przed oczami tę pościel na trawniku, i usilnie pragnę z nim porozmawiać. Panie znikają, pojawia się T. Podchodzi do mnie, ściska rękę na powitanie, bez objęcia i bez pocałunku. Siadamy przy stoliku, i czuje ulgę, ze mogę z nim porozmawiać o moich kłopotach. Ale…T zaczyna rozmowę o swojej koleżance, jej sprawach i problemach. Czuję się rozczarowana, że to nie ja jestem w centrum zainteresowania…a tak tego w tej właśnie chwili potrzebuję. Nuży mnie ta pusta rozmowa. T wstaje, i rozmywa się w korytarzu. Znika. Jest mi smutno…ale nic mnie nie dręczy.
Coraz częściej moje sny są aż za bardzo przejrzystym odbiciem rzeczywistości.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nareszcie

27 mar

_445595_n.jpg

I jak się nie cieszyć i nie uśmiechać?:)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Święta

27 mar

O 3.30 cos wlazło na mnie, przelazło po plecach, wtarabaniło się pod kołdrę, i powiedziało „Złożyłem Bionicla (to seria z lego) od zajączka”. To był mały Smok. Mało przytomnie usiłowałam zrozumieć, o co chodzi, dopiero po chwili pojęłam, ze znalazł już paczkę od Zająca. Zasnęłam. O 4 obudziły mnie szelesty. Otwieram jedno oko, i widzę Smoczycę przy moim łóżku. „Jest to Punia?” pyta moja córka „Nie ma, spij środek nocy” mówię do niej, i natychmiast zapadam w sen.
Rano okazuje się, ze Mały Smok pożarł w nocy czekoladowe jajka, bo „Bardzo głodny byłem” A przy moim łóżku leży śliczna torebka z prezentem: blado-miętową filiżanką. To Zajączek za pośrednictwem Smoczycy zrobił mi niespodziankę. Również Średni Smok pożarł w nocy czekoladowe jajko, a rano miał bardzo zadowoloną minę z powodu „Gabinetu gadów”, drugi tom serii Lemonny Snicketa. I tak, obdarowani zaczęliśmy Święta. A jutro…jutro czeka mnie potop. Zastanawiam się, czy nie byłoby dobrze zabarykadować się w sypialni…bo nie znoszę budzenia wodą w łóżku.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Weekend

20 mar

Jakos przebiegł. Pomiędzy zakupami, drobnymi porządkami. Odebrałam zasłony dla Smoczycy w Ikea, razem z nią i z małym Smokiem malowalismy narozny regalik dla niej. Smażyłam nalesniki z serem, truskawkami i bananami, czytając artykuł o krucjatach. Potem siedząc z chłopakami na kanapie podziwialismy gepardy w mojej ulubionej gazecie. Dziś po porannej bitwie poduszkowej pojechałam ze Smoczyca do stadniny. Korek przeszukał mi kurtkę, dopominając sie o końskie pyszności, psy jak zawsze znosiły patyki do zabawy. Zimno, reszki śniegu, błąkit i białe chmury, zapach wiosny w powietrzu. Potem dom, roladki z kurczaka z żóltym serem, i Smoczyca piekąca ciasto. Nie moge jej ostatnio z kuchni wywalić:)Mały Smok nie chcąc zostawać w tyle robi nam wspaniae galaretki:-) Mój Pilch, dopiero zaczęty bez specjanego przekonania, leży gdzies pod ręka, pewnie pójdzie ze mną do łózka.Wieczorem troszkę czata…troszke gry. Miłe rozmowy, pozegnania. Uśmiech w kącikach ust. Ciepłe słowa.
Ech…dobrze mi…mimo, że Bywajacy w domu, mimo, że warczymy na siebie. To jednak…dobrze mi.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zła passa

15 mar

Awantura w szkole Średniego Smoka. Mój kategoryczny ton, który niczego nie wniósł. Totalne poczucie bezsielnosci. Nienawidzę tego. Fiasko transakcji, która niemal namacalnie rysowała się juz zmienjszeniem debetu na moim koncie, oraz względną płynnością finansów. Pewna sprawa, która jednak wraca jak fala, chociaz coraz słabiej, to jednak dręczac. Wszytko to sprawia, że dzisiejszy dzień nie nalezy do tych najlepszych. Można tylko zacisnąc usta, i szeptać : minie minie, minie. I…że po nocy przychodzi dzien, i takie tam, rózne, mantryczne niemal teksty, które próbuja podbudowac nadwątlone pozytywne myślenie. Tak naprawdę podsyca je perspektywa czwartku, i mojego odbicia w zielonych oczach.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Konflikty

13 mar

Urwał się jeden przycisk z pilota tv. Zapewne przypadkiem. To jednak niczego nie tłumaczy, a daje tylko powody do stwierdzeń „Jesteście nic nie warci” „Rzeczywiście uważasz, ze Twoje dzieci są nic niewarte?” „Tak, bo niszczą i nie szanują” Nie będę dalej przytaczać tej sprzeczki, odsłaniania kłów, warczenia, prychania i innych aspektów. Stanęło na tym, że jestem suką. Ale suką z charakterem. I to właśnie w sobie cenię. No i żmiją tez bywam. Jeśli wziąć pod uwagę wieloznaczność symboliki węza, to może to wręcz pochlebstwo. Nieważne, teraz odsuwam ironię. Od tego zdania, i w tej notce. Mnie z kolei nurtuje pytanie, cóż to za człowiek, który wie, ze mnie niczym osobistym nie dosięgnie, niczym, prócz dzieci. Jak by nie było wspólnych.
Pojechali na narty. Około 17 telefon. Bywający, absolutnie wściekłym tonem oznajmia, ze Średni Smok bez czapki jeździ, że jak się rozchoruje, to mam go nie leczyć. I że go nie słucha, i w ogóle, mam koszmarne dzieci 9tego nie powiedział, ale tak wynika) Zdębiałam, bo cóż ja mam zrobić? Wsiąść w auto i pojechać mu czapkę założyć? Teoretycznie mogę…ale…gdzie logika? A że nie słucha? Takie są dzieci, niekoniecznie zawsze posłuszne, szukające furtek, próbujące, ile można, sprawdzające konsekwencję, wbrew pozorom bardzo logiczne. Jeśli nie ma wspólnego języka, jeśli autorytetu brak…to to problem dorosłych. Nic nie jest dane z góry, wszystko, czy może na prawie wszystko trzeba zapracować. A może…może czasem tez pamiętać o tym, jak to się było dzieckiem, i przeżyć cos w dziecinny właśnie sposób?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mieszanina

12 mar

I wszystko płynie…zima nadal mnie meczy, choć dziś chwila błękitu dała nadzieje na tak oczekiwana zieloność. Smoczyca od pewnego czasu w kulinarnej fazie piecze nam wspaniałe, kruche ciasteczka, gotuje obiad, i pięknie nakrywa od stołu. Nawet w pokoju ma porządek. Dorasta…żeby tylko jeszcze nie tępiła Małego Smoka na każdym kroku, a mały Smok żeby nie był tak zadziorny, sielanka byłaby pełna. Średniak… faza lenistwa trwa.
Bywający zabiera dzieci na narty, szaleją, i jeżdżą coraz lepiej. Cieszy mnie to…mają tak nikły kontakt, ze każda chwila jest ważna.
Ciągle przez głowę przelatują mi szkice różnych notek, cóż z tego, skoro zostają szkicami.
Przez bardzo długi czas żyłam za bardzo netem…teraz rzeczywistość, pomimo jej szorstkości…ma jednak aksamitno-zielone aspekty. Tak bardzo ważne. A mimo to…przytrzaśnięta mocno pięta jeszcze boli…zrywane opatrunki z milczenia i nie-myślenia powodują skrzywienie moich ust. Ale…wszystko płynie…i to, co dobre, i to co złe. I na tym polega optymizm na dziś.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pisanina

02 mar

Jadę rankiem do szkoły, między przyprószonymi świeżym śniegiem polami. Gawrony prowadzą gromadne życie, odbijając się mocnym kontrastem od bieli i iskierek lodu. Mijane drzewa kładą się na białej powierzchni błękitnym cieniem. Ostre słonce wymusza zmrużenie oczu. I niby jest pięknie. Lodowato, biało, skrząc i błękitnie. Ale…tak bardzo chce zmiany tej scenografii. Wilgotnego, ciepłego wiatru, zapachu ziemi, tuz po roztopach, pierwszych, przejrzyście zielonych pączków. Chce wreszcie patrzeć, jak kiełkują różne roślinki, i zastanawiać się, jak zakwitną. I..pojechać daleko, z otwartymi oknami, szybko i bez specjalnych ograniczeń. Chce wiosny. Nie mogę się doczekać. I nawet najbardziej białobłękitne pejzaże, pocięte grafika drzew przestają mnie zachwycać. Potrzeba mi głębokiego oddechu, przestrzeni i tego, jedynego w swoim rodzaju zapachu wczesnej wiosny.
A tymczasem, w ramach życia domowego, pójdę zgłębiać tajemnice przyrody w opracowaniu dla VI kl. Bo Smoczyca chora, i trzeba nadrobić zaległości. Chora i zła, że ja gonię. Na szczęście, to już końcówka choróbska, powrót do szkoły rysuje się coraz wyraźniej. W poprzedni tygodniu Środkowy Smok siedział w domu, lecząc chore gardło, teraz Smoczyca. I mam nadzieję, że przynajmniej Smok Najmniejszy jakoś się wywinie. A ja jestem zmęczona choróbskami, siedzeniem kamieniem niemal w domu, i tą przedłużającą się zimą.
Ale jednak…perspektywa piątkowej kolacji i kina dodaje mi skrzydeł.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS