RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2005

Zamiana

22 lip

Siedzieli przy tym samy co zwykle stoliku.Pospieszny obiad w Ikea, jak zawsze, kiedy wpadał na chwilkę, tylko po to, żeby zamienić z nią kilka słow., spojrzeć, i upewnić się, ze jest. Wykradane chwile, czasem dłuższe, albo takie przelotne jak teraz zawsze ich cieszyły. Śmiali się, ze są wyjątkową wspólczesno-komercyjna parą. Michał znalazł Mariannę przez internet, poznali się w wielkim markecie, komórki przyrosły im niemal do dłoni. No i te pospieszne, przelotne spotkanie w Ikea, kiedy brakowało im czasu. Znajoma, kolorowa sceneria, w tle głosy dzieci i bajki w TV, ten sam, co zwykle stolik, kawa z szarlotką, wszystko niemal na pamięć. A mimo to ręce zawsze odnajdywały się jakby na nowo, a ilość poruszanych tematów ciągle rosła.
Dziś też frytki złoci się na talerza Marianna uśmiechała się pod jego spojrzeniem. Tańczenie na skraju przepaści. Mogli ich tu zobaczyć wszyscy, a zarazem nikt. Ostatecznie, picie kawy nie jest przestępstwem. Co innego zaplątane palce w palcach rozszerzone do granic źrenice? Śmiali się, obserwowali ludzi, rozmawiali o różnych drobiazgach, które w zasadzie nie miały specjalnego znaczenia. Lubili siebie nawzajem słuchać. Każdy opowiedziany i przeżyty razem detal sprawiał, ze byli jeszcze bliżej siebie. Ich stolik był uśmiechnięty. Lubiła przyglądać się ludziom, i opowiadać o nich zmyślone historie. Michał słuchał jej uważnie, a potem sam zaczynał podejmować grę w układanie cudzych życiorysów. Szukała wzrokiem obiektu do następnej bajki, kiedy jakiś cień przebiegł przez jej twarz. Lekkie zmarszczenie brwi i niedowierzanie natychmiast wywołało jego pytanie:” Co się stało?”
„Popatrz…to chyba….tam, teraz zasłania go ta kobieta z ciemnymi włosami…”
Spojrzał we wskazanym kierunku…i odruchowo przetarł oczy. Popatrzał jeszcze raz na Mariannę, i na te dwie osoby, które mu wskazała. Stali teraz wyprostowanie, oglądając cos na półce, i trzymając się za ręce. „To prawie jak my…”szepnęła z niedowierzaniem Wymienili spojrzenia. Uniesienie brwi. Ogniki w jej oczach. I rozbawianie. Tymczasem obiekt zdziwienia zbliżał się w kierunku ich kąta. Obiekt tak zajęty swoją towarzyszką, że nie zwrócił uwagi na przyjazne machanie dłonią. „Hej! Andrzej!” zawołała Marianna. Mężczyzna zwany Andrzejem odwrócił się…i skamieniał. . Michał wstał od stolika, zapraszająco odsuwając wolne krzesła. „Może przysiądziecie się do nas?” Andrzej zrobił krok w stronę stolika, a towarzysząca mu kobieta ciągle nie mogła odzyskać równowagi. „Michał…co ty właściwie tu robisz? „zapytała „No cóż, pije kawę w tym uroczym towarzystwie. Jeśli się do nas dosiądziecie, to może być…Miło. Marianno, przedstawiam ci moja żonę Małgorzatę’.
„Miło mi, Marianna jestem..a to mój mąż, Andrzej.” Ogólne uściski dłoni wprowadziły chwilowy nieład, szuranie krzesłami, przestawianie filiżanek.
Po chwili wszyscy siedzieli przy stole, próbując nawiązać rozmowę. A Marianna milczała, uśmiechając się pod nosem i myśląc. „Taki pomysł nigdy by mi nie wpadł do głowy. Cóż za idealna zamiana.”

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kobiece fantazje

19 lip

Według badań, w marzeniach i fantazjach niemal każdej kobiety pojawia sie dwóch mężczyzn równocześnie… Jeden zajmuje się sprzątanie, drugi gotuje. A ja jeszcze widzę takiego, który mnie drapie po plecach…mrrrrrr:)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jedwabna opowieść

17 lip

Powolna, niespieszna narracja. Muzyka, obraz. Cudne, ciepłe zdjęcia. Zbliżenia detali nasycone światłem. Mało słow. Ale każde z padających ma znaczenie, cos wnosi. Mimo spokojnego sposobu opowiadania tej historii ciągle czujemy emocje buzujące tuz pod powierzchnia obrazu i dźwięku. Fabuła? Mogłoby się wydawać, banalna. Taka, jakich wiele. Młoda dziewczyna w niespodziewanej ciąży, chce urodzić i natychmiast oddać dziecko do adopcji. Po drugiej stronie matka, która straciła syna w wypadku. Dwa dramaty, zupełnie inne, wchodzenie i wychodzenie z życia. A jednak. Kobiety znajdują wspólny język. Oszczędny, bez zbędnej retoryki. Rzecz o tym, ze wszystko ma swój czas i wszystko się zmienia. Czas narodzin i śmierci, buntu i pogodzenia. Czas ciągłego poznawania i uczenia się siebie. Historia jak misterny haft. Pełne oczarowanie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jakoś tak…:)

13 lip

Wieczorem wszystkie myśli, biegające cały dzień, trafiają do właściwych tymczasowo przegródek. Pozorna cisza pozwala odpocząć. Pasikoniki grają, a świat niemal słyszalnie pachnie. Gdzieś w ciemności szczękają psy, a z bardzo daleka dobiega szum samochodów, jak delikatne bzyczenie owadów, stłumione otulającymi polami. Kończy się długi dzień. Napięcie, zdenerwowanie, które każe mobilizować wszystkie siły, i rozegrać różne sprawy po mojej myśli. Nie zawsze po mojej. Ale dziś, przynajmniej w pewnym sensie, wszystko się poukładało.
Słucham tej ciszy za oknem…i dobrze mi z nią…tak dobrze, ż nie chce żadnej innej muzyki. Książki podręczne zostały przeczytane, na tapetę wrócił czytany w studenckich czasach „Zły”. Ciekawe, jak książki z perspektywy czasu nabierają całkiem innego ciężaru. I może to prawda, co powiedział kiedyś mój polonista-staruszek „Moje dziecko „Noce i dnie to taka rzecz, która w każdej porze życia odczytasz inaczej” Może nie tylko „Noce i dnie”…choć to właśnie ma niezaprzeczalny urok, i pomimo osadzenia w odległej już przecież historii ten pociągający uniwersalizm. Ale…to wcale nie miało być o Dąbrowskiej…tak jakoś, nawinęła mi się pod palce. Kilka dni temu połknęłam „Kod Leonarda”, choć długo patrzałam na nią z niechęcią. I rzeczywiście. Arcydzieło to nie jest lecz niewątpliwie sprawnie napisana książka, autor podpiera się pewną erudycyjnością, przedstawia różne interpretacje, siejąc pewnie zamęt w myśleniu młodych ludzi, albo i nie tylko młodych…może po prostu tych, którzy zapominają, że literatura piękna, to nie to samo, co praca naukowa, i o tym, ze przecież jej zadaniem jest opisywanie Chimer, aczkolwiek opisywanie nie jest tożsame z twierdzeniem, ze takowe istnieją. A Don Brawn? Odpręża, bo skupia na czytaniu, poniekąd może być inspirujący, choćby przez to, ze ma się ochotę sięgnąć po poważniejszą nieco lekturę dotyczącą templariuszy, Graala, i całego średniowiecza. No i ja mam.Ale niezależnie od Browna…średniowiecze jest fascynujące…a sposób, w jaki nas o nim uczono w szkole, zasługuje na…spalenie na stosie. Oczywiście, pomijam tu mojego polonistę prof. Chrobaka. Nauczył nas samodzielnie myśleć, analizować, porównywać, wyciągać nieszablonowe wnioski. Zdobyć absolutny autorytet wśród 15, 16 letnich szczeniaków…to jest coś. Jeszcze niedługo po urodzeniu Smoczycy pisałam do niego kartki świąteczne.
Ależ się rozpisałam…długi, męczący i pełny wrażeń dzień. Zdecydowanie dobry. Zasnę z uśmiechem, czego i Wam życzę

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z paranoją na ty:)

08 lip

Pani Angina złapała mnie za pięty, mrówki drepczą po kuchennym blacie, Smoki z weekendowego wypadu w góry przywiozły dwie rzeczne rybki, które zdechły następnego dnia. Bywający uległ Smoczycy i zakupił był wraz z nią akwarium, welonkę i jakies rybowe cuda. Nastepnego dnia Smoczyca kupiła drugą rybę, chaszcze wodne, skałkę, i diabli wiedzą co. Ja umywam ręce …wcale nie w wodzie z akwarium, i nikt mi nie wmówi, że to polubię. Ryby, owszem, na talerzu…no..poza jedną…ale to całkiem inna historia :)
Reasumując…mam wrażenie, ze żyję w domu wariatów…dziwnym zbiegiem okoliczności nie mam kaftana.
No i jescze…to wszystko chyba przywiedzie równiez do obłedu i moją kotkę, bo siedzi przed rybami godzinami i gapi się z dziwnym błyskiem w oku, niestety, akwarium zaopatrzone jest w solidną pokrywę…a mogło by być tak pięknie :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS