RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2005

Przeróżności

31 sie

I jakoś niepostrzeżenie minęły wakacje. Inaczej pachną pola, zieleń powoli traci intensywność, nieoczekiwanie szybko robi się szaro. Jesień podaje rękę latu.
Bieganina ostatnich dni, huśtawka emocji, co będzie z projektem w obliczu nowych wiadomości, których nie sprawdziłam. Nie odwieszę swego pomysłu na kołku, nie zrezygnuję. Powoli wszystko się porządkuje, w głowie robi się w miarę przejrzyście, chociaż pytanie „skąd finanse?” wisi nade mną. Najbliższe dni będą napięte i pewnie zabiegane, ale wszystko wskazuje na to, ze konstruktywnie. Kiedy wszystko będzie jasne, napisze, co wymyśliłam. Na razie mam poczucie winy, ze ostatnie dwa tygodnie Smoki nie mają zorganizowanego czasu…co prawda, nie narzekają, same go sobie organizują, ale nie wiem, czy nie za bardzo. Niemniej…nie ma innej opcji.Tyle o moich firmowych aktualnościach.
Książki kupione, zeszyty, i wszystkie szkolne cuda. Na wieszakach wiszą przygotowane galowe ubrania. A jutro rano….każde pojedzie do innej szkoły. Smoczyca do I klasy gimnazjum…i chce pojechać sama…tak mi się zrobiło…smutno, pusto, ze to takie duże…i może nie potrzebuje mnie już aż tak… to naturalna kolej rzeczy…ale jednak spada nagle. Przecież…jeszcze niedawno kurczowo trzymała mnie za rękę przechodząc próg pierwszej klasy.
Średni Smok pojedzie z Mikołajem, co sprawia, ze powrót z wakacji jawi się niemal jak święto. I tylko mało Smocze poprosiła…Mufko, chodź za mną.
Boję się trochę tego roku, nowej szkoły, podręcznika do fizyki i matmy…pogodzenia mojej pracy z domem i smokami. Bywający z dala od tych problemów, jeśli jest w domu, siedzi w norze gdzie ma biuro, i nawet wiedząc, ze mnie nie ma cały dzień nosa nie wyściubi, chyba, ze Smoczyca pierogi (mrożone) na obiad ugotuje. Ech…życie. Nieustanna plecionka różnych emocji.
No i moja przyjaciółka obraziła się na mnie pewnie śmiertelnie. No cóz…zniose i to. Choć powiem..że wredna jest, tak, oczywiście Ty, Małpo Zielona. Gniewaj się dalej, Smarkata.
Ten akapit powyżej adresowany jest do niej właśnie, i ona o tym doskonale wie. I dobrze.
A całkiem serio…znów zaczynam mieć poczucie funkcjonowania w przynajmniej dwóch różnych rzeczywistościach. Napisałam…przynajmniej. Ale…perspektywa przyszłego tygodnia, zielonych oczu, kochanych ramion i ust, uśmiechu, sprawia, ze pojawia się nutka optymizmu. Mówiłam, ze wiele płaszczyzn? Matka, kochanka i kiepska żona (jeszcze)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

TERAZ

18 sie

Chodząc po zamarzniętej czarnej rzece słyszysz jak trzaska lód pod stopami.
Nie ma wentylu bezpieczeństwa.
Idziesz dalej, doskonale wiedząc dlaczego. I wiesz, co Cię czeka tam, pod lodem. Mimo to idziesz. Igiełki lodu jak okruch zwierciadła Królowej Śniegu wbijają się głęboko. Ile archetypów zmieścisz w bieli czerwieni i czerni? Wszystko ma odniesienie. Droga, lód, rzeka, kolory, temperatura. Jedno? Nie. Wielorakość, tak wielokrotna jak twarze zakładane przez lustrem. Maria Magdalena w ciemności przed czerwienią świecy czesze długie włosy. Dłonie o zmysłowych palcach wsparte na czaszce. Lustro odbija zakrzywiony obraz… czas ucieka krzywymi płaszczyznami w górę lub w dół, dlaczego myślimy o nim linearnie?
Nie mów nigdy i nie mów zawsze. Najmniej prawdziwe i najtrudniejsze słowa. Iluzja gwarancji, która nigdy nie jest dostępna. Poza śmiercią. Mów teraz, teraz mnie kochaj, teraz bądź, nie myśl o tym, co kiedyś…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Reasumując :-)

08 sie

A jednak. Udało się wszystko zorganizować. W niedzielę wysłałam dzieci z Bywającym na Słowację. Noga znacznie mniej boli, więc sama dojadę do nich jutro, a on wraca. Turyści zasilają kasę, więc na szczęście wyrównuje debet po ostatnim remoncie w kamienicy. Cos się dzieje, wiec jest ok. Walczę z dołkiem, bo jednak perspektywa artroskopii mnie nie zachwyca, ale będę się przed tym bronić rękami i nogami. Wszystko wskazuje na ot, ze znów spadam na cztery łapy, ku zadowoleniu swoim i przyjaznych mi osób. A nieprzyjaźni…pętają się w kostek, nie są w stanie podskoczyć wyżej.
Kilka fajnych książek, aparat fotograficzny, ciepłe rzeczy dla Smoków, bo ponoć marzną…i może jakaś szczypta słońca tez się znajdzie. Cały tydzień spokoju, pływania, pięknych miejsc, grania w monopolkę i inne gry, no i …:Kamienie na szaniec” Wracam do głośnego czytania dla Smoków, brakuje nam tego. W każdym razie obiecuje sobie tydzień miłych wrażeń, spokoju i uśmiechów. A po powrocie reszta badań, szczepienie przeciw żółtaczce, następni turyści, no i….otwieram własną firmę. Przygotowania idą pełną arą. Lokal się maluje, plany w głowie i na licznych kartkach. Jakkolwiek by było, cos się dzieje, i ot jest pozytywne.
Po powrocie z wakacji będę tęsknić za wieczornymi rozmowami…ale poczekam cierpliwie. Natomiast moje życie realne…jego nieoficjalna warstwa…ech…niech żyje koniec urlopów:-))

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bydlę

05 sie

Los to wredne bydlę. Złapał mnie za kolono chwytem bez czułośc. Unieruchomił w domu. Łąkotka i naderwana torebka stawowa załatwiły mnie na perłowo. Nigdzie nie jadę, Smoki tez nie, Bywajacy wścieka się z powodu straconej zaliczki za pobyt na Słowacji, a ja chce miec tylko święty spokój. Żal mi tych wakacji, cieszyłam sie tak bardzo na ten Słowacki wyjazd. Ech…ogarnia mnie poczucie własnej beznadziejności.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Polska B

04 sie

Rozległość złotych od zboża pól, gdzieniegdzie pocięta zielenią drzew. Równe, ogromne przestrzenie z nielicznymi domkami. Pustoszejące wsie, sporadycznie nowe budynki. Urzekające stare, drewniane chaty, malwy, gorące dni. Drogi proste, z nielicznymi zakrętami. Tak zupełnie inna wieś niż tu, w Małopolsce. Zatrzymana w czasie, cicha, spokojna, pusta. Puste domy, w których nikt już nie mieszka, i do których nikt nie wraca. Bociany jakby nie chcą żyć bez ludzi tez porzucił gniazda. Krajobraz zatrzymany w kadrze sprzed lat. Zamość z pięknym rynkiem, ratuszem, malowniczymi arkadami. Ale to wszystko takie…zapomniane, zaniedbane. W mojej Małopolsce widać, jak bardzo czasy się zmieniły. To wcale nie znaczy, że nie brak tu biedy, brudu. Ale mimo to na każdym kroku powstaje cos nowego, a to, co stare otacza się opieką. Polska B…senny, złoty krajobraz, specyficzne piękno…dawniej pełne spokoju…teraz smutku. Jego garść niewiadomo jakim sposobem zaplątała się w bagażach.
Rozmowy z różnymi ludźmi…z tamtego regionu pochodzi rodzina Bywającego, stąd ten wypad, i kurs po wielu domach. Słucham, obserwuje, myślę. Czuje się nie na miejscu.
Teraz w domu, własny prysznic, własne łóżko…w sobotę wyjazd na Słowację, tylko ze Smokami…i to będzie cudowne odprężenie. A smutek…muszę go przespać.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS