RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2005

Sylwestrowy wieczór

31 gru

I znów się zawieruszyła. Zapomina o mnie od kilku lat. Gdzieś się poniewiera. Dynia, jak leżała w koszu obok kominka, tak leży, i w niczym nie przypomina karety. Pantofelki, owszem są, ale gdzie im tam do tych diamentowych. Suknia? Jaka suknie, proszę Państwa, ukochany miękki cieplutki sweter. Jednym słowem, wróżka od Kopciuszka olewa swoją pracę. Zaniedbuje mnie. A tu i dwa ciasta gotowe, i zrazy zawijane, i zupa grzybowa, i Smoki cztery nakarmione, i Bywający. A wróżki jak nie było, tak nie ma. Wróżki nie ma, księcia nie ma…za to jest łóżko z poduchą, lampką i kołderką, książka w zasięgu ręki. A za moment gorąca herbata.
No ewentualnie zagram w literaki, przelecę przez czat…i pójdę spać. No i …zapomniałam kupić martini. A to jest prawdziwa szkoda. Tak więc, do przeczytania w przyszłym roku, wszystkie istoty nawiedzające tego bloga. Życzę Wam chyba tego, co i sobie: uśmiechu i dystansu do rzeczywistości.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przed Sylwestrem

30 gru

Powoli wszystko wraca od względnej równowagi. Kraków zasypany, biały, co ma swoje urocze ale i koszmarne strony. Przedwczorajszy wypad do miasta pomógł mi zdecydowanie, otrząsnęłam własne skrzydła, pomachałam nimi. Kawa Bakaliowa wyjątkowo miła…choć w moim raporcie z ostatnich kilku miesięcy mało pozytywnych rzeczy…tak mało, ze samą mnie to nieco zaskoczyło. To chyba pewnien pozytyw…mianowicie…nie odbieram nieprzyjemności, które jakoś często mnie nawiedzają od listopada, jako totalnej porażki czy tez nieszczęścia. Pamiętam siebie sprzed trzech, czterech lat, i takie dni, kiedy czułam się…no właśnie, jak? Nie można powiedzieć, że nieszczęśliwa czy zrozpaczona. Raczej…taka faza przewlekłego braku szczęścia, jakby niemożność czucia się szczęśliwą albo spokojną.Może tez poczucia zupełnej izolacji, życia za szybą. A teraz, mimo różnych zawirowań to uczucie, które potrafiło dusić jak ciężka mgła w koszmarnym śnie, nie wraca. Za to pojawia sie niekontrolowany uśmiech.
A jutro…zrobię zrazy zawijane na niedzielny, Noworoczny obiad i zupę grzybową. Upiekę ulubione od pewnego czasu Smocze ciasto makowo- jabłkowe ( jest rzeczywiście rewelacyjne) no i może z Małym Smokiem zrobimy ptysie? Taki Sylwestrowy debiut cukierniczy? Będzie u nas papużka nierozłączka mego Średniaka -Mikołaj, Smoczyca idzie od koleżanki mieszkającej kilka domów dalej, ale zapowiedziały się na toast i fajerwerki. Tak więc Sylwester zapowiada się pod znakiem dzieci. No i bardzo dobrze. Jutro zakupie hmm…martini, i w jego towarzystwie powitam Nowy Roczek. A od poniedziałku…witaj Normo.Wiesz…Normo…ja Cię strasznie lubię:)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Desperacja? Depresja? Rozedrganie? Źle.

27 gru

Pada śnieg. Drobnymi igiełkami wbija się w niemal każdą powierzchnię. Wiruje szybko w podmuchach wiatru, w świetle ulicznych latarni. Taka mała zawierucha. Mała, a nie od opanowania. Natłok myśli i emocji. Nie mogę powiedzieć, ze tylko pozytywnych. Próbuję rozdzielić, zracjonalizować…wymykają się kontroli. I dziś wieczorem ich nie dogonię. I pomyśleć, miało być o szopkach, bo właśnie dziś ze Smokami je oglądałam. Tak, szopki krakowskie. Zjawisko…składające się z kiczu, wdzięki, prymitywizmu, patriotyzmu lokalnego…i zachwytu. Nie, jednak nie będzie o szopkach. Teraz…wódka z sokiem? Czemu nie? A na marginesie. Dziś, przy drinku walczę z Panią, której na imię Zazdrość. I zżeraja mnie demony ( nie jestem pewna, czy to dobre określenie) przeszłości. Ale zazdrość jak najbardziej dzisiejsza. Nie, w żadnym razie nie o faceta. Chociaż….Może ktos mi wyłaczy myślenie? Mniej lub bardziej niedorzeczne? A już z cała pewnościa pozbawione siły sprawczej? Nie mogę na siebie patrzeć.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przed Świętami

18 gru

Wczoraj Planty przypudrowały nos. Pojechałam na Rynek z moimi synkami. Celem wyprawy był sklep modelarski. Średni Smok bardzo chciał kupić model Sptifaire`a. O zgrozo, sklep okazał się zamknięty. Jednak miła Pani otwarła go specjalnie dla nas., pokazała, co tylko chcieliśmy, i zakupy zakończyły się powodzeniem. Średniak szczęśliwy, fruwający pod samym niebem z radości. Potem podreptaliśmy na Rynek świątecznie ubraną Sławkowską. Na Rynku kiermasz. Bańki, stroiki, jemioła, cuda różne regionalne i….afrykańskie bębny. Pojęcia nie mam, jak one mają się do Bożonarodzeniowej tradycji, ale niech im tam. Gorący oscypek z grilla parzył usta, pachniał korzeniami grzaniec galicyjski. I wreszcie poczułam malutkiego, malenieczkiego Duszka Świąt.
Dziś sypie przez większą cześć dnia. Kąpiel z mlekiem, drożdżami, kieliszkiem wina i dobrą książką zdecydowanie poprawiła mi nastrój. I cały urok życia w jego przemijalności. I w tym, ze zawsze jest jakaś perspektywa, że za czytaną stronicą pojawia się następna…aż do chwili, kiedy ktoś zgasi mi światło…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Optymistycznie

06 gru

Wczoraj wieczorem przyszedł św. Mikołaj. Przyniósł samochodziki Hot Wheels, bluzę, plecak, nauszniki tusz do rzęs- granatowy ( może sobie pożyczę), rękawice, słodycze, cudny, gipsowy świecznik malowany kochaną łapką i mnóstwo radości. Nie wiem, kto bardziej się cieszył, czy obdarowani, czy też ten brodaty Jegomość patrzący na dziecinną radość.
A potem razem ze Średnim Smokiem zaśpiewalismy sobie Autobiografię Perfectu…..no i czy może być coś lepszego? I w takich chwilach wiem, że wszelkie niepowodzenia nie znaczą więcej niż topniejący śnieg.
A teraz ponudzę się w moim cudownym biurze do około 12.30, pogram, poczytam…a co, nie dam się frustracji:)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS