RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2006

Bieżąca retrospekcja?

30 kwi

Miedzy zwykłymi czynnościami snuje się od kilku dni Cohen. Był pomysł napisanie kolażu z jego tekstów….jednak rezultat żałośnie banalny. Te teksty, muzyka…stanowczo wpadają zbyt blisko istoty tego, co czuję, o ile umiem to sama zdefiniować.
Muzyka i teksty…różne. Być może funkcjonują w świadomości jak rodzaj ikony odnoszącej się do przeżycia, wspomnienia, emocji.
A dzień…trochę rozlazły, pozbawiony energii, jakby zmęczony, nieco smutny.
I tak od Cohena przejdę płynnie do zupy pomidorowej i kluch na parze. Ciągle mam go w głowie. Odbija się echem miedzy moimi coraz bardziej pustymi zwojami mózgowymi.
Klatki otwierają się niepostrzeżenie, choć potrzeba nieodwracalnego wyrzucenia kluczy staje się pierwszoplanowa?
A nie, jednak….

Brakuje mi odwagi, by zając właściwe stanowisko,
Zapomniałem słów,
Opadłem z sił,
Zajrzałem do swego wnętrza
Zobaczyłem rozwiązłe serce
Ślubną obrączkę
Przygryzam wargę
I kupuje, co mi każą
Maskuję gniew uśmiechem
Nie cofam się przed zdradą i kłamstwem
Ale wiem, co jest dobre a co złe
W moim tajemnym życiu
Czarne lub białe
Łyk wina
Zanurzamy się na głębokość tysiąca pocałunków
I żyjesz tak, jakby twoje życie było realne
Na początku trochę wygrasz
A potem koniec
Etc…etc…etc…
…..ten kolaż mógłby niemal nie mieć końca. Jednak celowość jest nikła….
Może nakarmię rodzinę i pojadę gdzieś? Przed siebie, bez celu. A przecież nie dzieje się nic.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przedświątecznie

15 kwi

Babka, mazurki, sernik i makowiec gotowe. Słonka żonkili w przesianym przez firankę słońcu sprawiają, ze się uśmiecham. Bazie w najlepszym mariażu z bukszpanem przeglądają się w lustrze na starym kredensie. Kuchnia opustoszała, Smoki pognały na pole, dla mnie zostaje kawa taka, jaka lubię, z mlekiem i w cienkiej filiżance. Koszyki poświecone, wybraliśmy się święcić do jezuitów. Ogromnie lubię ten kościół, za niezwykłą atmosferę, dopracowane każdego detalu, duch…miedzy Bizancjum a gotykiem. Urzeka mnie płynna linia ornamentów, opalizacja mozaiek. A wszystko wybudowane na początku XX wieku. I zawsze wyjątkowo pięknie ułożone kwiaty.
Wracając zaśmiewaliśmy się, Smoki przegryzały makowiec święconą kiełbasą i szynką. Bywający mył garaż i samochody, bo to taka jego Wielko-Sobotnia tradycja.
Jutro tradycyjne śniadanie, potem pewnie msza, a około 16 goście. Moja przyjaciółka ze studenckich czasów, z która nie widziałam się ładnych 5 lat. Na tą okoliczność trunki różne przygotowane stoją. I zapowiada się, że Święta miną całkiem sympatycznie.
Zatem…miłych, uśmiechniętych, spokojnych Świąt dla Was wszystkich.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Córka marnotrawna

10 kwi

Jedwabny kamień wibruje przeszłym dotykiem. Nie nosi śladu Twojej dłoni. Ile innych rak ją przykryje, wyślizga, wygładzi powierzchnię? Ile stóp wykolebie te stopnie, po ilu śladach chodzisz? Gdzieś…zawieszona między przeszłością a przyszłością… „teraz” nie istnieje. Każda głoska staje się przeszłością, wybrzmiewa echem pod sklepieniem. To, co powiesz to przyszłość. I nie ma znaczenia, jak odległa. Mikrony sekund, miliardy lat. Będą. „Teraz” nie ma. Czas rozciąga się w skrajnościach trwania. Pożera. I tylko mały smok zaplątany w liście portalu, patrząc przenikliwie zna te zagadkę. A ty liczysz strumienie światła wpadające ukośnym, tęczowym słońcem. Z pięciolinią modlitwy rozpiętej wysoko, pod sklepieniem. W przedsionku blasku nie podniesiesz oczu, nie szepniesz. Stojąc tu, bez woli powrotu, oglądasz świat utracony. Milczeniem mówisz „ Jestem daleko, ale mimo rozpiętości…jestem”.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS