RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2006

T

30 sie

Siedzę sobie nocą w mojej dziupli, trochę łażę po necie, zamyślam się, …czas płynie. Resztki wakacji snują się po kątach. Pogoda jesienna. Smoki spędzają czas towarzysko, jakas przerażająca liczba dzieciaków przelewa się przez dom. Teraz cichutko. Nawet muzyki nie słucham.
Znów jest w dołku, znów do mnie pisze. Czytam lub słucham. Zawsze ten sam scenariusz. Za dużo pije, za dużo pali, za dużo zdrady i przypadkowego sexu. Niemal płacze na moim ramieniu. . Ładny, diabelnie inteligentny, pociągający, skrajnie destruktywny egoista bez kręgosłupa. Uroczy. Dekadent, cos między wilkiem stepowym a złotoustym. Mieszanka, której należy unikać., obchodzić szerokim łukiem i nie traktowac serio. Czy to okrutne? To prawdziwe, wynikające z instynktu samozachowawczego. Przerobione. Zamknięte.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jak to nam nad morzem było.

14 sie

Wróciłam. To dziwne. Ale od początku.
Wyjechaliśmy bladym świtem, tak jak planowałam, bez opóźnienia, co jest cudem nad Wisłą nr 2. Gnaliśmy na północ. Postój w Toruniu, zwiedzanie katedry św. Janów, widok z wieży i masa wspaniałych zdjęć. Potem naleśniki za szpinakiem jedni, a pierogi drudzy. No i pierniki. Spacer, drobny deszczyk, odbicie w stronę Trójmiasta i Juraty, która była, jak się Smokom wydawało naszym celem na ten dzień ostatecznym. A tu nagle matka skręca z głównej drogi, podjeżdża pod jakąś leśniczówkę, i mówi, że tu śpimy. Smoki nie wierzą, są zdezorientowane, matka kwiczy ze śmiechu na te ich miny nie z tej ziemi. Wyłażą z samochodu. Leśniczówka jest stara i sympatyczna, a na podwórku 5 malutkich kociaków, i chyba ze 4 duże.

P1010521.JPG

Konie na padoku, pieszczochy, od razu przylazły szukać smakołyków. I Matka wreszcie zeznaje, ze…jutro raniutko kotwiczymy w Malborku i zwiedzamy ten wymarzony przez Smoki zamek. Ależ miały frajdę, o mnie nie wspominając. Bawiliśmy się z kociakami, piszczeliśmy z zachwytu, Az biedne koty zwiały w pobliskie krzaki, a ja wydelegowałam moje towarzystwo do łóżek.
Do Malborka z Ryjewa blisko, jakieś 15 km, więc po ogromnym śniadaniu szybko byliśmy na miejscu.

P1010524.JPG

Pani przewodnik taka sobie, jak dla mnie czas zwiedzania zbyt krótki, ale…wrażenie niezwykłe. Dzieciaki oczarowane, ja też, bo byłam tu, ale będąc w wieku mniej więcej Smoczym, z kolonią. Zaczarowały nas sklepienia, krużganki, mury, te przeróżne detale, tak charakterystyczne dla gotyku, smoki, stworki, jaszczury, nawet dziczka wypatrzyliśmy u podstawy kolumny.
Po południu popruliśmy dalej, zatrzymując się w karczmie w Redzie i czekając na naszych kuzynów, którzy do nas dołączyli. Droga na Hel i wreszcie Jurata. Nie byłam tu nigdy wcześniej. Miejscowość jest urokliwa, szczególnie te przedwojenne domki, w dużych grodach z olbrzymimi sosnami i morzem hortensji. Niemniej…unosi się nad tym wszystkim zapach niewiarygodnych pieniędzy i blichtru. Ale nieważne. Plaża cudna, pogoda niezła.
Smoki łyknęły bakcyla windsurfingu, i pływały, a ja z aparatem w gotowości wisiałam na pomoście.

Jurata%20070.jpg

I….poprosili o kupienie łopatek do piasku!!! Moje duże, poważne dzieci, dziewczę w szczególności. No i kupiłam, Grzebali się niemal tak, jak wtedy gdy mieli po 4, 5 czy 6 latek. A ja siedziałam godnie pod parasolem na leżaczku i nie mogłam się napatrzeć. Chorwacka opalenizna została utrwalona.

P1010707.JPG
A to widok z naszego tarasu. Zatoka.

Urządziliśmy sobie kilka całodziennych wypadów. Byliśmy w Gdyni, obejrzeliśmy Dar Pomorza i Błyskawicę, oceanarium. Zaczarowała nas gdańska starówka. Byliśmy na Westerplatte. Cieszę się, kiedy widzę, ze czytają z zainteresowanie, kiedy pytają i słuchają tych opowieści o niedawnej przecież historii. Westerplatte zrobiło na dzieciach ogromne wrażenie, przy okazji zauważyłam, jak bardzo krytycznie oceniają zachowanie niektórych ludzi, którzy takie miejsca traktują jak przedłużenie plaży, lub siłowni ( pan w opadających gaciach z gołym torsem i wielkim brzuchem, młodzieńcy którzy prężyli wątpliwe mięśnie wspinając się na stojący tam czołg). I Smoki się tym bulwersują. A ja się cieszę.
Byliśmy w Sopocie, przeszliśmy się po Monciaku, w Krzywym Domku zjedliśmy obiad, Smokom smakowało, ale mnie nie specjalnie. Smoki knajpiane są, uwielbiają się tak szlajać. Spacer po molo, ono ma cos w sobie. I Park Oliwski. Hmm….w tymże parku, kiedy byłam kolonistką, próbowałam ze stawu wyławiać pieniążki. Skończyło się mokro i żałośnie. Ale to wszystko wygląda niemal tak, jak wtedy kiedy byłam małą dziewczynką z warkoczami. To jak podróż w czasie. Oczywiście, katedra i organy też zobaczone, niestety, bez koncertu.
Wszystko to niezwykle intensywnie, mnóstwo zdjęć, śmiechu, luzu, dobrego humoru. I bliskości z dziećmi, bycia na totalnym luzie, bez nerwów. Poza…tym razem, gdy pogubiliśmy się w Gdyni, trafiliśmy na jakieś totalne peryferia, i wszystko byłoby dobrze…gdyby nie to, ze kontrolka paliwa paliła się wyjątkowo alarmująco. Wreszcie znaleźliśmy stację…według mapy zresztą, bo ze Średniego niezły pilot jest. Cóż z tego, skoro stacja zamknięta? Przerażenie w oczach…no bo pchać teoretycznie można, jak już całkiem autko stanie…tylko dokąd? Ponieważ głupi ma szczęście, znalazłam stację na terenie wojskowym. A potem drogę do samej Gdyni też. Bo co byłyby warte wakacje bez przygód?
3 sierpnia zawiozłam Smoki do Darłowa, siedzą tam teraz na kolonii. Na szczęście 16 wracają, bo pusto bez nich. Przekimałam się w Darłowie, i ruszyłam do domu. Smutno było. Szczęście, ze zabrałam stopwiczkę do Dąbek. Bo Dąbki to miejsce, gdzie spędzałam wakacje z malutkimi Smokami, miejsce więc wielce sentymentalne, więc, gdyby nie towarzystwo, to pewnie bym się spłakała. Do Krakowa dotarłam późno. Droga koszmarna, zakorkowana i rozkopana. Ale niech kopią, może kiedyś będzie się tu jeździć dobrze i wygodnie.
Mało mi teraz tu w domu samotności, Bywający podejrzanie cos nie wyjeżdża…ale co tam, wakacje były wspaniałe.
A jutro zaczynam gotowanie, pieczenie i smoczych przysmaków.

Jurata%20131.jpg
Foka z Helu pozdrawia wszystkich.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS