RSS
 

Archiwum - Listopad, 2006

Córka

30 lis

Chce się ubierać na czarno. Chodzi w potężnych, topornych glanach. Nosi pasek z ćwiekami, mnóstwo naszywek na plecaku. Metalowych, żeby nie było. Chce mieć ptasznika ( po moim trupie). Rzadko się uśmiecha. Ma fatalne oceny ( to nie jest histeria, ani zawyżone wymagania), postanowiła być wegetarianką po obejrzeniu w necie zdjęć ilustrujących, w jaki sposób zabijane są zwierzęta w rzeźni. Warczy. Twardo broni racji, w które wierzy, ale których nie zna, czy tez zna powierzchownie. Potrafi bluznąć. Ale i się rozpłakać. Przezywa bardzo poważne kłopoty koleżanki (sąd rodzinny, perspektywa domu dziecka). Żyje tak, jakby nie chciał zrozumieć, ze rok do testu kompetencji w gimnazjum to nie wieczność. Są takie dni, kiedy mnie drażni potwornie, i kiedy nie chcę z nią rozmawiać. Żal mi jej, staram się pomóc, ale jak tu wyciągać rękę do jeżozwierza? Jak go przytulić? Moje matczyne, racjonalne wyczucie mówi mi, że Ona z tego wyrośnie. Że to trudny, poplątany wiek, że trzeba cierpliwości, wyrozumiałości i olbrzymiej uwagi. Moje emocjonalne, matczyne „ja” brzęczy mi za uchem, ze Ona mnie nie akceptuje, ze nie jestem ani przyjacielem, ani autorytetem. Babą, co się nie zna na metalowej muzyce, robi szlabany i każe się uczyć. Osobą, co to ugotuje ( nie zawsze po jej myśli), wypierze, podsunie pod nos.
Sądzę, ze nią tez miotają takie sprzeczne uczucia. Czuję się zmęczona. Boję się konsekwencji tego zapuszczenia naukowego.
Miedzy bieganiem na naświetlenia, wizytami u ortodonty, cotygodniowym bywaniem w szkole, uczeniem języka ojczystego Średniaka i jego kumpla, prowadzeniem domu, pilnowaniem lekcji, staram się mieć chwilki dla siebie. Coraz krótsze i rzadsze. Ale…może, może to wszystko jakoś się ułoży, wyciszy. Nadrobimy zaległości, wyjdziemy na mniej więcej czysta drogę. Przestaniemy powarkiwać. Niemniej, jestem zmęczona.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szara wizyta

25 lis

Jak myślisz, dlaczego? Dlaczego czasem, bez uprzedzenia i bez powodu odwiedza Cię ten ktoś w szarym płaszczu, z szara twarzą…ktoś niemal bez właściwości? Dlaczego czasem, bez uprzedzenia siada po drugiej stronie biurka, i nie patrząc Ci w oczy rozsiewa ten zapach? Przecież nie dzieje się nic. Zabiegane do granic dni, ale to nie powód. Dorastanie dzieci, bolące, trudne i pełne obaw…ale przecież nie aż tak. A może to zmęczenie? Albo brak pogodnych snów? A może tak po prostu lubi Cię odwiedzać ten smutny Pan? Spróbujesz go dyskretnie wyprosić kieliszkiem wina, albo fotografiami z wakacji? Może pachnącą kąpielą? A może mlekiem z miodem? Nie? Myślisz, ze dziś się nie uda? Myślisz, ze znów zaśniesz z dłońmi na własnych ramionach? Przecież to minie, jak dzień i noc, jak kończąca się jesień, jak wszystko. Czy to wypada? Przecież należy od przodu i keep smailing. I jest po prostu cudnie. Tylko czasem, ten szary gość sobie o Tobie przypomina. Szara pustka, szara cisza cóż…przeciez ładnie Ci w szarym.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na dobranoc…

14 lis

Owija się się wokół wezgłowia lóżka, zagląda mi w oczy, porusza lekko firanką, złotym blaskiem lampki rozświetli sypialnię. Zaprosi pod gładką, chłodną pościel…jeszcze coś szepnie, zaplącze kosmyki włosów wokół marzeń…mój sen.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Obrazeczki

04 lis

Nie wiem, które wybrac, wszystkich zamieścic nie moge…ale, żebym nie podzieliła losu pewnego osiołka, jednak podjęlam męska decyzję.

Łyczaków…bo trudno zwięźle o tym miejscu pisać…

cmentarz.jpg

Orlęta

Ukraina%20030.jpg

Lwów. Raj utracony.

lwow.jpg

Dwa światy

Cisza

trawy.jpg

Dwa światy

dwa%20swiaty.jpg

Okopy Świetej Trójcy. Zbrucz.

zbrucz.jpg
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ukraina

01 lis

Ukraina…nie napisze o fatalnie zorganizowanej wycieczce. Ale…napisze o niedosycie. Przecież można więcej, intensywniej, ciekawiej.
Wędrowałam przez Lwów i szukałam w tamtejszym bruku stuku obcasów moich pięnyhc ciotek, mojej babki. Znalazłam jeden dom na ulicy Fredry, który był własnością mojej rodziny, tego drugiego, gdzie wszyscy mieszkali, na Dwernickiego nie zdążyłam odszukać.
Zwiedzając Operę, widziałam moja piękną prababkę, w wieczorowej sukni ze złotymi epoletami. Teraz jeden z nich to bransoleta, która pewnie kiedyś moja smoczych dostanie. Lwów w rodzinnych opowieściach był zawsze rajem utraconym, czasem dzieciństwa i beztroski, zabawy, ogrodów i szczęścia. A przecież…mój dziadek walczył w obronie Lwowa. Miał wtedy 16 lat. I kiedy chodziłam po Cmentarzu Orląt i patrzałam na te daty urodzin i śmierci nie mogłam się nie zamyślić i nie wzruszyć. Pamiętam go z 1985 roku, kiedy staruszek-przewodnik oprowadzał nas po tym miejscu. Nie było tam nic, tylko gdzieniegdzie przebijało to, co zostało z grobów- krawędź obmurówki, zarośnięte i zdewastowane.
Wtedy, w 1985 Lwów był szary. Teraz jest częściowo odnowiony, ale wystarczy wyjść z rynku w jakiś zaułek, i widzieć, jak wszędzie rozciąga się wieloletnie zaniedbanie. Obrzeża miasta, budowane za czasów komunizmu jak slumsy. Brakło, niestety czasu na niespieszne smakowane miasta, na spacer uliczkami, sączenie kawy z widokiem na rynek, albo na Kaplicę Boimów, przy której wylegiwały się cudne, puchate koty.
Piękny i biedny, zdewastowany kraj. Mnóstwo śmieci, ciemne wsie i miasteczka, gdyby nie cudowna, zachwycająca kolorami jesień, to szarość by nas pożarła. I bieda. Domki malutkie, przycupnięte, przed nimi nie ogródki, tylko albo śmieci, albo malusieńkie spłachetki z ziemniakami, burakami itp. światełka, nikł, mdłe, mnóstwo domów bez żadnego oświetlenia.
Chocim widziałam w ogromnej mgle. Dniestr…wiem, ze tam płynie, jednak nie można go było zobaczyć. Kamieniec Podolski… wyobrażenie zaszczepione przez Sienkiewicza znacznie przerosło to, co zobaczyłam. I nie twierdza zachwyciła mnie najbardziej, tylko katolicka katedra, u wejścia której stoi…minaret. Na minarecie, mając księżyc pod stopami Matka Boska. I to chyba jest najbardziej wymowny znak, cecha charakterystyczna tamtego regionu- przenikanie się kultur, współistnienie.
Okopy Świętej Trójcy, a w dole Zbrucz…tak, jak u Hrabiego. I ciągle tyle pięknych widoków, Czarnohora widziana, niestety tylko z okien autokaru, i te kolory…i nostalgia jesienna…i cicho, pusto w bujnej Ukrainie.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS