RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2007

Nowi domownicy

21 kwi

W czwartek biegaliśmy między chirurgiem dziecięcym, ortodontą, a sklepami zoologicznymi. Nie, nie mam zamiaru sprzedać Smoków w charakterze ciekawostki hodowlanej. Przynajmniej na razie nie. Ale ponieważ najmłodszy Smok za pare dni miał mieć imieniny, a na dodatek wracał z zielonej szkoły, wiec postanowiłam mu zrobić powitalno-imieninowy prezent. Kupiłam kosztaniczki. Od dawna marzył o własnym zwierzątku. Kiedy wreszcie wieczorem stworki zamieszkały w klatce, ja i Smoki starsze obmyśliliśmy plan zaskoczenia małego Smoczydła.
I…dziś, kiedy przyjechał do domu, zastał swój pokój w całkowitej ciemności. Zapalił światło. Na starej szafce stało cos okryte kocem. Sciągnął koc. I..”Och…mamunia…koszatniczki….” to był zachwyt, szczęcie i niemal łzy w oczach. Jego… ale i moich jakby też. Widok tego zachwytu i radości, zaskoczenia…zawsze mnie rozbraja .Uwielbiam to.
A zwierzaki są prześliczne. Bardzo kontaktowe stworki. Ruchliwe i ..ćwierkające. Trzeba uważać, bo obgryzają wszystko, jak to gryzonie. Podbiły nas bez reszty. Smok zastanawia się nad imionami. Zaczął od Killera, ale pomysł upadł po 5 minutach. Potem było kilka innych, ale mam nadzieję, ze jutro już będą ochrzczone.
I nadmieniam, ze naszemu kotu również bardzo się podobają. Ogromnie wręcz..

P1010462.JPG

Wspólna drzemka w miseczce z karmą :-)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przedwieczorna kawa

17 kwi

Pora, kiedy popołudnie z wolna przestaje być popołudniem, a jeszcze nie jest zmrokiem. Tuż przed zachodem słońca w każdy kolor wlewa się złotawe światło, cienie wydłużają się niepomiernie, w domu panuje cisza, kot porządkuje swoje futro łypiąc bursztynowym okiem. Starsze Smoki przy swoich zajęciach poza-domowych, młodszy wyjechał do Muszyny. Cicho i spokojnie. Aż dziwnie. Rano o jeden kubek i talerzyk za dużo…wieczorem pusto przy kolacji. Smok zadowolony, pogoda, tak jak i tu piękna.
Moje myśli uparcie krążą wokół jednego, zasadniczego tematu. Rozwiązanie może okazać się albo furtką, albo zatrzaśniętą bramą. Hmm…alternatywa więźnia? Akceptacja istniejącego stanu rzeczy, czy ucieczka…chociaż w tym wypadku to słowo nie jest adekwatne. Przy wszystkich obawach, strachach i wątpliwościach…kołacze się jedna fraza….”zawsze jakieś jutro…’ Zamknięcie jednej karty jest otwarciem kolejnej.
A nad tym wszystkim cudowna wiosna, kolorowa, pachnąca, intensywna. Kolejny powód od pozytywnego myślenia mimo wszystko.

P1010411.JPG

Jak się nie zachwycać?

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Labirynt Fauna

10 kwi

„Życie to nie bajka”. Tak mówi matka do małej Ofelii, bohaterki filmu. Nie, i ten film, to również nie bajka. O czym opowiada? „Labirynt fauna”…niby baśń, a jednak zawierająca zbyt wiele antytez baśni, by można ją jako baśń tylko odczytać. Historia o próbie ucieczki w świat fantastyki, jednak daremnej. Rzeczywistość Hiszpanii 1944 zbyt mocno wdziera się w zycie Ofelii, by fantazja mogła ja przed jego okrucieństwem obronić. Płynnie przenikają się świat realny z tym fantastycznym. Ofelia sama traci granice miedzy nimi. Labirynt jest tu symbole poszukiwania, odkrywanie i, inicjacji…inicjacji śmierci.
Dziecko próbuje sobie stworzyć wewnętrzny świat, jednak i w nim nie jest bezpieczne. Senne fantasmagorie będące odbiciem strasznej, nie pozwalają znaleźć wyjścia rzeczywistości. I nie wiadomo, co jest straszniejsze, wyobrażony świat, który nie chroni, czy rzeczywistości, która choć miała być parasolem ( tak rozumiem małżeństwo matki Ofelii z kapitanem), staje się zagrożeniem i śmiercią. To również historia o poczuciu dziecej winy i odpowiedzialności. Wszak Ofelia pragnie uchronić i matkę, i nie narodzonego jeszcze brata. Niestety, w rzeczywistym świecie matka umiera…Ofelia myśli, ze to przez odkrycie korzenia mandragory, mającego chronić brzemienna. Zapewne uważa, ze zawiodła, tak jak w drugiej próbie, zjadając winogrona, i tym samym budząc postać będąca według mnie wyobrażeniem śmierci dzieci nienarodzonych.
Ofelia cały czas przełamuje swój strach, chce ochronić już po śmierci matki, swego brata. Wynosi go do labiryntu. Tam dogania ją kapitan, i widzi rozmowę dziewczynki z niewidocznym dla siebie Faunem. W wyobraźni dziewczynki Faun żąda oddania brata, by złożyć go w ofierze. Ofelia odmawia, bez cienia wątpliwości. Za cenę swego fantastycznego królestwa. Kto inny zabiera jej dziecko. Kapitan, ludzkie uosobienie łajdactwa i okrucieństwa. Biorąc niemowlę na ręce, strzela do dziewczynki. Ofelia umiera. Nie ma happy endu. Nikt nie zdążył go powstrzymać, ani partyzanci, ani fantastyczne postaci. I teraz można się zastanawiać, czy scena, która oglądamy to marzenie umierającej dziewczynki, czy obraz tego, co po drugiej stronie. Powrót do domu ojca-króla. Motyw jaskrawie oczywisty. Nagroda za wybór, za własne poświęcenie Ale…nazbyt oczywisty i rażąco jasny w odniesieniu do całego filmu. Jakby…nie z tej bajki. To równeż daje do myślenia. Czy to ostatnie drganie wyobraźni? Czy rzeczywistość poza- ziemska?

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS