RSS
 

Archiwum - Maj, 2007

Sznycle a wykształcenie

24 maj

Siedzi na kuchennym blacie, i gada. I zastanawia się, jaki sens ma uczenie się, wykształcenie. „No i co skończyłaś studia, ale po co? Nie pracujesz, nic z tego nie masz”. To prawda. Zastanawiam się, przewracając sznycle na patelni. Fakt, skończyłam, co więcej, lubiłam ten mój nieżyciowy kierunek. Bardzo krótko pracowałam, potem zaczęła się epoka dzieci, i trwa do dziś. Więc reczywiście, po kiego czorta mi ten świstek, który teraz mogę sobie powiesić w kibelku do ozdoby? Mieszam surówkę. „Smoczyca, a może po to mi to potrzebne, ze dzięki studiom, czytaniu, myśleniu i poznawaniu teraz patrzę na wiele rzeczy inaczej? Że być może mam nieco szersze spojrzenie na świat? A może dzięki tym wszystkim przeczytanym i napisanym rzeczom, wiedze więcej kolorów? Może jakoś się rozwinęłam? Fakt, teoretycznie nie pracuję. Ale to, co robię w domu, to tez praca, choć nie związana z moim wykształceniem. No i kamienica. Czy żałuję, ze studiowałam? W żadnym razie. Najfajniejszy okres. Przecież nie tylko kolejne sesje, zakuwanie i egzaminy. Imprezy, mnóstwo kina, znajomych. A wiesz, Smoczyca…ile myśmy z żoną Krwiożerczego wina wypiły?” Dziecko szeroko otwiera te swoje ogromniaste błękitne oczy…Kurcze, czy ona rzeczywiście myśli, ze jestem już zupełnie starą, zrzędzącą Mufką? Może jednak nie. Kiedyś stwierdziła, że matka jest szalona, i nigdy nie wiadomo co jej do głowy wpadnie. I bardzo dobrze uczy historii. I polskiego. Konkretnie. No pofrunęłam pod sufit, moje wybujałe ego przebiło wszelkie stropy, kiedy usłyszałam taki sąd. Tym bardziej, ze Smoczych nie jest skora do pochwał, i ma ostry jęzorek. Ciekawe też, po kim…
Opowiada mi o wielu rzeczach, dzieli się swoimi myślami, obawami. Od pewnego czasu mamy znów dobry kontakt. Obydwie dorastamy. Ona do swojej dorosłości, ja do jej przepoczwarzania się w coraz doroślejszego człowieka. Rzadziej się złoszczę i rzadziej wrzeszczę. Nauczyłam się wiele sytuacji rozładowywać śmiechem czy żartem. Myślę, ze będzie coraz lepiej. Choć wiem, ze rafy są tez nieuniknione. Jedna chmura na tym córczyno-matczynym horyzoncie. Wielka i czarna. Nauka. Dziewczę przeczołga się do trzeciej gimnazjum, bo przejściem tego nazwać się nie da. O ile się przeczołga. Wszystko w rękach Dinusia, czyli pani od historii. Jednak jestem dobrej myśli. No i może do tej kochanej, złotej główki wreszcie trafi, ze we wrześniu naprawdę zadzwoni ostatni dzwonek.
A wracając do sznycli i wykształcenia. Konkluzja z naszej dyskusji była mniej więcej taka. „Wolę smażyć te sznycle z dyplomem UJ, niż bez niego. Czego i Tobie życzę”.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zawieszenie

21 maj

Nie wiem. Pisze tego bloga mniej lub bardziej regularnie od czterech lat. Nie wiem, kiedy minął ten czas. I nie wiem, o czym pisać. O tym, ze kwitnące kasztany tulą się do zamkowego muru, o światłach na Wiśle, o księżycu, zapachu i marzeniu? O dzieciach, coraz doroślejszych? O własnych perypetiach, wewnętrznych rozterkach? O demonach budzących się, gdy rozum śpi? Pojęcia nie mam. Może po prostu nie ma o czym. I może to miejsce stało się jakby…mniej „moje”?
Zastanawiam się…dlaczego, skoro jestem optymistką, silna kobietą etc., to zawsze mam przed oczami najgorsze scenariusze? Czasem wręcz makabryczne….Oby ten, o którym teraz myślę się nie sprawdził.
A pisanie i blog…nie wiem. Może przestanę, a może przeniosę się w inne miejsce. A może to zupełnie straciło rację bytu?
Jakoś mi …smutno…?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS