RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2007

Dziś i jutro

24 cze

Pierwszy wakacyjny weekend. W piątek rozdane świadectwa, kwiaty, pożegnanie Średniego Smoka z podstawówka. Generalne porządki w biurkach, stosy wyrzuconych rzeczy, tych, które już do niczego się nie p0rzydadzą, i tych, które jeszcze może kiedyś się pojawią. Ogromna skrzynia klocków lego…Smoki przestały się ostatnio numi bawić, a mnie żal , bo przecież całkiem niedawno siedzieliśmy razem na podłodze budując przeróżne cuda. Dziś przedwieczorny spacer po Rynku, lody. Dziwne, przecież dopiero co był wrzesień, a teraz kolejne wakacje. Czas pędzi jak szalona karuzela. Wydarzenia rozmywają się w kolorowe plamy, tak jak z daleka widoczne pola pełne maków i chabrów.
Za tydzień czeka mnie z dawna upragniony wyjazd, potem, 7 lipca wyjazd Smoków. I bardzo możliwe, ze pojadę do Zagórza, pod Sanok. Niedawno otrzymałam stamtąd karteczkę od mego wuja…w zasadzie przyszywanego, bo to krewny mojej Babci- macochy. Ale mimo tego szycia nić sympatii i pewnego porozumienia jest trwała. Do niedawna mieszkał we Wrocławiu. Różne losowe perypetie, choroby sprawiły, ze zamieszkał w Domu Opieki. Zmartwiła mnie ta kartka, bo to niezwykły człowiek. Profesor, ichtiolog, muzyk, poeta. Tak rzadko dziś spotykany gatunek „humanista” w pełnym słowa tego znaczeniu. Cudownie ciepły Pan, z niezwykłym poczuciem humoru. Z klasą, która w naszym pokoleniu niestety zanikła.
Dzwoniłam wielokrotnie do Wrocławia, komunikat w słuchawce brzmiał przygnębiająco. A tu taki prezent od losu. Ta kartka. I wczorajsza rozmowa telefoniczna. I perspektywa wyjazdu. Może z końcem sierpnia pojadę tam raz jeszcze, ze Smokami, bo bardzo bym chciała, by się poznali.. Smoczycę wuj widział, kiedy miała kilka miesięcy, nazwał ja wtedy Księżną.
Mała karteczka, mnóstwo radości. I perspektywa wyjazdu. Bo…we mnie czasem odzywa się dusza koczownika- włóczęgi.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Samoloty

10 cze

Kiedyś przy kawiarnianym stoliku machinalnie bawił się papierową serwetką. Przyglądałam się spod oka, jak powstaje mały, biały samolocik. Uśmiechnął się, i opowiadał, jak składał takie samolociki dla swoich, małych dzieci, a potem , jak zaczęło się modelarstwo poważnych już modeli. Takie niby bzdurki. O wspólnie budowanych i puszczanych latawcach, o tym, jak malować modele, o dziecięcej radości ze wspólnego budowania. Chociaż nie mówił, widziałam, ze i jego radość z tych wspólnych spraw jest co najmniej tak duża, jak ta dziecięca. Podobało mi się to wspólne odczuwanie i entuzjazm. Ale i zarazem smutno. Moim Smokom Bywający nie składał samolotów, nie sklejał modeli. Każde obcowanie z dziećmi podkreślone brakiem czasu. Jakby dla świętego spokoju, bez własnej radości. A teraz…Smoki jakoś nie pala się do wyjazdów z nim, do wspólnych wypraw. Złości się i dziwi. Podkreśla własne poświecenie. Mówi jak do 5- latków. Nie umie rozmawiać. Wychodzi z założenia, ze to co dobre dla niego, i to, co on lubi, powinny lubić i dzieci. A dzieci…wybierają własne drogi, własne towarzystwo. Nie lubią czuć presji.
Nie można nadrobić 15 lat w rok. Czas przepada, i nie da się go zawrócić. A presja…staje się nie do wytrzymania. Myślę, ze to już krawędź.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Obroty

08 cze

Dedykacja na książce spłowiała, zdjęcie w owalnej, drewnianej ramce leży na dnie szuflady. Biorąc je do ręki ,wydaje się nie możliwe, by tak kiedyś było. W tych punktach odniesienie nie ma miejsca na pośrednie kolory. Skrajnie. Im bardziej kiedyś, tym bardziej teraz. A raczej tym mniej. To zadziwiające, jak pozytyw bez niezbędnych odczynników staje się negatywem. Do jakiego stopnia wszystko można obrócić. Do jakiego? Do 180.
Odmóżdzam się robiąc machinalne, pozbawione sensu rzeczy. Może do tego stopnia machinalne, ze pozwalają nie myśleć przez chwilę. Jak malutkie ziarenko maku drzemie we mnie obojętność i dystans. Musze o nie dbać. Niech kiełkuje, rośnie i się rozkrzewia. W przeciwnym razie będę wypalona łąką.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kres

01 cze

W chłodnych pałacach jej oczu nie mieszka już nikt. Piasek echem przesypuje się źrenicami., wymykając się z drobnych palców dłoni.. Czasem kropla deszczu zatrzymana w zagłębieniu obojczyka przypomina wilgotne usta. Echo kroków na kamiennych posadzkach zasypał czas. Tylko wiatr miedzy resztkami białej kolumnady czasem przypomina sobie jakiś fragment starej melodii jej imienia. Kamień aksamitny od dotyku stóp, rąk zamknął w sobie wszystkie stare historie. Sznuruje usta. Nocą cienie błąkają się po pustych korytarzach szeleszcząc jej imię. Pusty dźwięk. Rytm głosek. Czekając na następny raz, stajesz się piaskiem, wiatrem, chmurą, Księżniczko…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS