RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2007

Reminiscencje wakacyjne I

14 wrz

31 sierpnia. Ostatni dzień w Rymanowie. Rzeczy już zapakowane. Idziemy jeszcze na ostatni, wakacyjny, krótki spacer. Idziemy to niezbyt precyzyjne określenie, bo Smoki jada na rowerach wypożyczonych od gospodarzy. Smoczych i Średni jakieś tam niby górskie rowery, a May Smok jedzie na składaku. I to jakim składaku. Pomarańczowe Wigry II bodajże, mój mroczny przedmiot pożądania z nastolatkowych czasów, nie spełniony zresztą. Małemu strasznie się ten rowerek podoba, pewnie odniesienie jest takie, jakbym ja jechała samochodem z lat pięćdziesiątych. Tak wiec oni jadą, ja człapię i podążamy w pola. Piękny, słoneczny dzień, nie chce się wyjeżdżać. Smoki jadą, ale sympatycznie czekają na Starszą człapiącą za nimi. A mnie przychodzą na myśl te spacery, kiedy byli maleńcy, i jechali na czterokołowych rowerkach. I tak sobie idziemy jadąc polaną droga. Srebrne pola kapusty poprzeplatane gdzieniegdzie pastelowymi plamami astrów, albo płomiennych cynii. Na małym pagórku kapliczka. Niespecjalnie stara, ot taka sobie, bieleje murowanymi ściankami. Przy niej nie wiedzieć czemu posadzony jakiś płożący jałowiec, który tu pasuje jak kwiatek do kożucha. Kilka świeżych kwiatków, kilka plastikowych paskudztw. W zasadzie nic takiego. W zasadzie kicz nad kicze…ale w takich kapliczkach jest coś niezwykle wzruszającego. Nie wiem, czy to wpisanie w pola, niebo i odległą perspektywę wsi. Czy białe ściany, Czy może wszystko razem. I tak sobie stałam, patrząc na pagórki, góry trochę dalej, puste już pola. Smoki zawołały, ze będą na mnie czekać na asfalcie, tuz za zakrętem. I popedałowały, zaśmiewając się i wariując, tak jak to One potrafią. Jakżebym chciała wiedzieć, że zawsze będą na mnie czekać za jakimś swoim zakrętem…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Start

05 wrz

+7 stopni. Deszcz. Szare niebo. Listopadowa pogoda. Czasem lubię takie deszczem zamyślone dni, ale teraz to chyba jeszcze za wcześnie na listopadowe klimaty. Kubek z kawą na biurku. Cisza w domu. Smoki w szkole. A przecież jeszcze kilka dni temu biegałam w lnianej sukience bez rękawów, oczy cieszyły bieszczadzkie pejzaże. Wakacje skończyły się gwałtownie. 1 września. Średni smok w białej koszuli, garniturze i własnoręcznie zawiązanym krawacie debiutował jako świeżo upieczony gimnazjalista. Po pierwszych wczorajszych lekcjach wrócił pełen entuzjazmu i zadowolone. Podoba mu się szkoła, mała, 12- osobowa klasa, sympatyczni nauczyciele. Zobaczymy, jakie to zadowolenie będzie mialo przełożenie na wyniki. A poprzeczka jest dość wysoko. Poradzi sobie, o ile kosmaty potwor lenistwa go nie pokona.
Smoczyca wróciła do szkoły z wielka niechęcią. Staram się ją nauczyć , ze dobre nastawienie to naprawdę przynajmniej połowa sukcesu, ale i rozumiem jej niechęć ( to delikatne niezwykle określenie) do klasowych ludzi. Niemniej sama twierdzi, że „ Ja tak głęboko wewnętrznie czuję, ze chce mi się uczyć”. Oby te chęci ogarnęły całe jestestwo mojej córki, bo trzecia klasa gimnazjum to już bardzo poważna sprawa.
No i najmłodsze Smocze. Zaczęło rok szkolny od pokazu judo na akademii, więc dumne i zadowolone. Przejęte. Zaprzyjaźnił się z kolegą, który doszedł teraz do ich klasy. Zresztą Mały Smok to człowiek , który ma wyjątkowo pozytywne podejście do nowych ludzi i sytuacji. Gniew i negatywne emocje są w jego wypadku jak gwałtowna burza, po której znów świat wraca do normy.
Ciekawe, jaki ten rok szkolny będzie. Mam nadzieję, ze mniej stresujący niż ubiegły. Na razie wiem, ze będzie bardzo pracowity. I niewątpliwie ciekawy. Smoki mają swoje postanowienia „naukowe”, ja też własne postanowienia mam, choć nie z nauką związane. Nie powiem, żeby nie zapeszyć :-)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS