RSS
 

Archiwum - Listopad, 2007

Pragnienie

17 lis

Gdzieś pomiędzy codziennymi sprawami, miedzy naleśnikami a praniem, prasowaniem a odwożeniem dzieci, zakupami, sprzątaniem, tysiącem bzdur wkradają się myśli nie przystające. Niby nie jest źle, ciągle budzi zachwyt ta brzoza przy drodze, jeszcze pełna złotych liści, przysypanych śniegiem. Jeszcze ciągle w błękitnym zmierzchu na śniegu są okruchy światła. I dojmujące ostatnio pragnienie….czego? Zmiany, dziania się. Tkwię jak roślinka w rzeczywistości, gdzie nie ma miejsca na jakieś niemądre zachcenia. Rzeka, którą kiedyś zostawiałam, znów płynie obok moich stóp. Można patrzeć bez chęci wchodzenia.
Czasem czuje się jak rozsypane puzzle. Zazwyczaj nie chce pozwolić sobie na to uczucie. Kiedy cały dom śpi a cisza jak śnieg otula świat, grzeję dłonie na kubku pachnącej herbaty, i tylko księżyc całuje moje włosy.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Adorator

16 lis

Słynne kursy tańca u prof. Wieczystego w Pałacu pod Baranami. No jakże nie pójść? A potem „Panowie proszą panie”. No i prosili. Jeden tylko nie prosił, za to przyglądał się tak, jakby wydawało mu się, ze w oczach ma magnesy. Nie miał. Poprosił w końcu. Zamiast na rytmicznym kroku walca angielskiego, skupił się na intensywnym wpatrywaniu się w nią bez słowa. Nie przeszły ją dreszcze, raczej zabrzęczała nutka zniecierpliwienia. Tańce standardowe maja tę zaletę, ze głowę trzyma się leciutko odwróconą w lewo, w rezultacie można patrzeć gdzieś miedzy uchem a ramieniem tancerza. Z czego niezwykle starannie korzystała, widząc, ze w przeciwnym razie mogłaby wybuchnąć niepohamowanym śmiechem. Wpatrywał się i deptał niemiłosiernie zamszowe „kaczuszki”. A potem jakoś już tak się działo, ze pojawiał się nagle, prosił do tańca a na innych adeptów tej pięknej sztuki spoglądał tak morderca na potencjalne ofiary. Była tym trosze rozbawiona, troszkę zniechęcona. Zbyt zaborcza ta adoracja. I nie omieszkał odprowadzić do domu. Dobrze wychowany młody człowiek. I tak jakoś się zaczęło. Pojawiał się w najmniej oczekiwanych chwilach, z bukiecikiem kwiatków, biletami do kina, teatru, zaproszeniem na różne imprezy. Nic go nie zniechęcało, nawet to, ze od razu postawiła sprawę jasno: poza znajomością niech nie liczy na nic z wyższej półki. Był uparty. Wiedział, ze ma chłopaka. Mimo upartego „nie” z jej strony drążył powoli….bezskutecznie. „Nie” było, co prawda kategoryczne…ale te iskierki w oczach, może one sprawiały, ze ciągle się starał. Pewnego dnia przed turniejem tańca wkroczył do jej mieszkania z para białych szpilek. A szpilki w tamtych zamierzchłych czasach to był rarytas. Rarytas komisowy. Oczywiście, oburzyła się i nie przyjęła takiego prezentu. Zwróciła pieniądze. Najpierw próbował je teatralnie spalić, potem burkną „I tak wydam je na Ciebie”, a następnego dnia wrócił z ogromnym bukietem herbacianych róż. W środku zimy. I w głębokim komunizmie.
A ona? Owszem, na swój sposób go lubiła…ale w sposób zupełnie bezpłciowy. A może nawet…było w jego fizyczności cos, co budziło niechęć. Czasem, na jej prośbę wysyłał jej listy do jej chłopaka, który był w wojsku.
Adoracja była tyleż urocza, co męcząca. Nigdy nie wiadomo było, gdzie się pojawi i kiedy. Poznał jej koleżanki, zaprzyjaźnił się z nimi. A one piały z zachwytu; „ Jaki zakochany, świata za tobą nie widzi, etc”.
Bywała okrutna, chociaż pewnie tą bardzo młodzieńczą okrutnością, która nie jest siebie świadoma. Siedział u niej długo, wracał do Nowej Huty na piechotę, albo nocnymi autobusami. Którejś nocy stwierdził, ze nie wyjdzie, tylko będzie siedział do rana. Bez cienia wahania oświadczyła, ze idzie się myć i spać. Sama, rzecz jasna. Prysznic, jasnoróżowa koszulka, odsłaniająca ramiona, z dekoltem, który nie miał chyba końca, a cienkość materiału pozwalała puszczać wodze wyobraźni. Siedział na fotelu i pożerał ja wzrokiem. Dobrze wiedziała, ze on nie zrobi niczego niewłaściwego. Zwinęła się w kłębek i zasnęła. Wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi, nawet nie wiedziała kiedy.
Zbliżała się data jej ślubu. Starała się unikać spotkań z nim. Wydawało się, ze znajomość zmarła śmiercią naturalna. Ale nie. Wiedział niemal wszystko, co chciał wiedzieć, robił wywiady u jej koleżanek. Pojawił się na ślubie. Bez zaproszenia. Stał nachmurzony, patrząc tylko na nią. Wkręcił się tez na wesele, gdzie wszystkie teściowo-babcio-ciocie i inne szanowne matrony powiedziały pełne dezaprobaty „ach”, kiedy tańczył z nią drugi po panu młodym taniec. I to jak tańczył.
A potem…drogi się rozbiegły…była to najbardziej naturalna rzecz. Poznał inną dziewczynę. Kupował jej te same perfumy, co tamtej, nieosiągalnej. Ubierał ja w romantyczne, zwiewne bluzeczki, kapelusze takie, jakie nosiła tamta. Pobrali się…co dalej…nie wiadomo.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pejzaże

04 lis

Pomiędzy zwykle sprawy wkładam historie z innego wymiaru. Delikatne jak zasuszone kwiatki. Kruche i ulotne. Czasem odkrywam je przypadkiem. Ożywają na chwile. Czasem w natłoku skrzeczącej codziennością rzeczywistości odganiam myśl o nich jak natrętna muchę.
Bywa, ze wystarczy przymknąć oczy, a pojawia się pejzaż z woda, słońcem i górskim grzbietem zanurzonym w morzu. To odpoczynek. Ludzie czasem są jak pejzaże, kiedyś oswojone, potem z wolna zapominane, wygładzane przez czas obrazki. Można myśleć o nich bez bólu, bez kołatania, pozostawiają po sobie łagodną linie góry.
A ja? Mój pejzaż wewnętrzny malowany nieustannie patykiem i fala na nadbrzeżnym piasku…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS