RSS
 

Minął czas….

31 mar

W grudniu 2012 roku minęło pięć lat, odkąd zawalił się mój świat. Teraz stoję daleko od tego miejsca, ale ciągle mam je przed oczyma. Co zrobiłam przez ten czas?

Podjęłam decyzję o rozwodzie.

Rozwiodłam się.

Wypowiedziałam w trybie trzyletnim mieszkanie lokatorom z decyzji administracyjnej.

Przeprowadziłam sama dwie eksmisje sądowe – z pozytywnym dla mnie postanowieniem.

Wygrałam założoną przez pana S ( dawny Bywający) sprawę o obniżkę alimentów. Wygrałam również jego apelację.

Zniosłam wizyty nowych ‘narzeczonych’  pana S w moim domu- i domu moich dzieci. Już nie przyjeżdżają.

Zniosłam również zdjęcie licznika gazu w urodziny Smoczycy, a potem zniknięcie kolejnych liczników.

Udaje mi się utrzymywać ten dom jako tako- nawet odmalowałam go  latem w całości.

W Gminie Kraków wywalczyłam mieszkanie socjalne dla lokatorów z eksmisją- to oddzielny temat, który właściwie wymagałby osobnego bloga. Mieszkanie to musze sama wyremontować- własnymi środkami, i remont rusza ok. 10 kwietnia.

Podzieliłam 26.03.2013 notarialnie majątek – co prawda nie jest to dla mnie korzystny podział, ale sprawy z panem S mam zamknięte.

27.03.2013 podpisałam wstępną umowę sprzedaży domu. Kupca znalazłam sama, bez pośredników.

Do końca września mogę mieszkać tu. Ale mam nadzieję, że jeszcze w sierpniu przeniosę się do świeżo wyremontowanego mieszkania w mojej kamienicy.  136m, więc nie będzie nam chyba zbyt ciasno.

Żegnam się powoli z tym miejscem, w którym spędziłam ostatnie 13 lat. Miejscem, gdzie dorastały Smoki, miejscem, które było upragnionym marzeniem o szczęściu, a było złotą klatką. I wreszcie miejscem, gdzie również toczyło się moje sekretne życie- o ileż szczęśliwsze od oficjalnego.

Żal mi ogrodu, bo to w nim jest najwięcej mnie. Żal powodzi kocimiętki wiosną, żal moich trzech brzóz- jak trojga Smoków. Żal róż, piwonii, szumu bambusów jesienią. Śniegu na choince. Wiśni, która kwitnie puszystymi, różowymi kwiatkami, a jesienią zapala się jak złoto- różowo-pomarańczowa pochodnia. Szkoda zapachu  żółtych róż rankiem przy tarasie. I żal całego tego ogrodowego ludka- wszystkich kwiatów, traw, krzewów.

Żal, ale każde pożegnanie jest również powitaniem czegoś nowego. Dla mnie nowego życia, niezależności i spokoju. I mam nadzieję, że w tym nowym miejscu również wyczaruję ogród- maleńki, ale jednak mój własny.

Czytam ten tekst i myślę… że to była długa droga. Pełna zakrętów, zakazów wjazdu, wybojów, przepaści. Bardzo trudna. I aż dziwnie mi się myśli, że teraz mam przed sobą szeroką aleję, na której nic mnie już nie zaskoczy niemożnością i nic mnie z niej nie zawróci.

 

 

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~giga

    31 marca 2013 o 21:10

    bo tak to już się układa, że najpierw trzeba pokonać wyboje, zakręty, zakazy żeby móc wyjechać an szeroka prostą drogę Serdeczności

     
  2. ~rodzynka

    1 kwietnia 2013 o 20:04

    Jesteś niesamowitą kobietą :-) Podziwiam Cię i nie mogę się doczekać kawy w przytulnym saloniku, już w nowym mieszkaniu, urządzonym tylko i wyłącznie według Twojej wizji wspieranej wizją Smoków. Czekam :-)
    PS. Oczywiście wcześniej kilka innych kaw w mieście ;-)

     
  3. ~nie-z-tego-świata

    7 kwietnia 2013 o 08:41

    Liskoo droga, od czasu do czasu zaglądałem na tę stroną, jednak z coraz mniejszą wiarą i nadzieją, że przeczytam coś nowego. Prędzej spodziewałbym się wiosny niż nowego wpisu :). Kajam się przeto, głowę posypuję popiołem i proszę o więcej.

     
 

  • RSS