RSS
 

Stara fotografia

29 mar

Zdjęcie. Żadna rewelacja. Ot, zwykła fotka. Dwie malutkie Postaćki  idą zacienioną ulicą. Jedna to dziewczynka ze złotym kucykiem, druga to mniejszy od niej chłopczyk w krótkich spodenkach. Trzymają się za ręce. Dziewuszka niesie siatkę z zakupami. Wracają z pobliskiej piekarni-cukierni.  Stoję w otwartym, kuchennym oknie, na parapecie tego lata drobne biało-rózowe begonie. Patrzę, jak moje Smoki idą. Duszę mam na ramieniu. Smoczyca ma tu jakieś 6 lat, Średni smok 4.  Pierwsza Średniego Smoka wyprawa do sklepu, pod kuratelą starszej siostry, bardzo, jak widać poważnej osóbki. A mnie to zdjęcie rozczula. Jeszcze teraz niemal widzę cień przesiany słońcem, przejęte buzie dzieci. Ciszę letniego popołudnia. W tej byle jakiej trawie, w drzewach, które każdej jesieni czarują feerią barw, jest taki spokój. Czas zatrzymany na zdjęciu. Tęsknię za nim. A teraz? Smoczyca na koncercie swoich przyjaciół biega z aparatem. Średni Smok brzdąka w swoim pokoju na gitarze. Mały…jak zwykle nie może się oderwać od komputera. Deszcz wygrywa wieczorną piosenkę na szybach, a ja ….chciałabym znowu mieć przed oczami ulicę z przesianym światłem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Raport

24 gru

Dawno mnie tu nie było. Nie wiem, czy jeszcze jakaś myśl w miarę przynajmniej sensowna odbije się od klawiatury.

Ale skoro raport, to:

3 listopada na pierwszej rozprawie dostałam rozwód. Taki, jakiego chciałam, tak jak chciałam, z alimentami prawie takimi jak chciałam.

Smoki dobrze radzą sobie z tą nową sytuacją. Czasem przeraża mnie ich dojrzałość ( nie dotyczy banalnych czynności typu nauka, bo tu bez zmian). Tak naprawdę, to czas pokaże, jak to się na nich odbiło. Staram się być cierpliwa, rozmawiać, dopieszczać….ale nie rozpieszczać.

Bywający nadal bywa. Do czasu sądzę. I więcej na jego temat nic, bo mnie mierzi.

Minął rok. Koło czasu się zamknęło…coraz bardziej jestem pewna, ze on właśnie jest kołem, a nie linią…

Czasem myślę, ze stoję w miejscu, i nic się nie zmienia. Może to nieco histeryczne. Kiedy odsuwam od siebie wszystkie te wydarzenia na dystans mojego ramienia, to mimo wszystko widzę, jak długą drogę przedreptałam. W żółwim tempie, ale jednak.

 Jutro Wigilia, Święta. Mam nadzieję…że będę to ostatnie moje złe Święta. I mam pewność, że nie będą gorsze od tych sprzed roku. A to już chyba coś.

I jutro pojawi się nowa notka. Może znów się tu zadomowię?

Dziękuję Wszystkim. Tobie szczególnie.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Letni wieczór

29 lip

Wtedy, kiedy cienie stają się dłuższe, a barwy są najbardziej nasycone światłem, złotawym i miękkim, rozsiadamy się na tarasie, i gramy w starą, poczciwą monopolkę. Ja i Smoki Dwa. Smoczyca już dryfuje po swoich, niemal dorosłych światach.

A my gramy, pijemy aromatyczną, owocową herbatę. Pachnie świeżo skoszona trawa. Ciągle cos odrywa moją uwagę. Zamyślam się, i zapatruje, gdzieś daleko…Smoki ściągają mnie na ziemię. Średni jest bankierem, a ja i Mały toczymy bój na nieruchomości. Partia ciągnie się już trzeci wieczór, i końca nie widać. Słońce zachodzi, zapalmy świeczki, i gramy dalej. Moje myśli odfruwają z Marszałkowskiej, Belwederskiej, Nowego Światu w zupełnie inne rejony. W wieczornym ogrodzie, na pracowicie rozsnutych koronkach pajęczyn połyskuje kropla nadziei. Błyszczy w mroku. Czy trwale…?

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wiadomości

11 lip

Lato..wakacje. A przed wakacjami Smoki dostały świadectwa. Bez zachwytu. Średni, leń patentowy. Pasy z niego drzeć. Najmłodszy…również poniżej możliwości. Najstarsza…sił mi brak i słow. Test gimnazjalny napisała całkiem w porządku, ale na podciągnięcie ocen zabrakło siły, woli, chęci, czasu, i czego jeszcze diabli wiedzą. Niestety, nie dostała się do tego liceum, na którym jej zależało. Trudno. Takie życie. Sama własnymi rękoma…etc. Może taki prysznic jest potrzeby, może wyciągnie wnioski. Albo inaczej. Bo wnioski wyciągać umie. Może zastosuje je w praktyce. Szkoła, do której się dostała, taka sobie. Bardzo przeciętna, bez rewelacji. Oczywiście, są obawy, że klasa będzie beznadzieja, że znów będą takie problemy jak w gimnazjum. Ja tylko tłumaczę i proszę „Nie uprzedzaj się. To, że ktoś inaczej się ubiera niż Ty, i słucha innej muzy, nie znaczy, że jest pustakiem” niemniej, kiedy weszłam na forum tej właśnie powstającej klasy…ręce mi opadły. Młodzi ludzie już montują imprezę integracyjną w klubie, z piwem, i innymi pysznościami. Panny…pisać  toto nie umie, wygląda na 10 lat starzej, niż ma, i w ogóle wygląda…nie powiem, by wyjdzie na to, żem pruderyjna.

Smoczyca przeniesie się do klasy A, tam jacyś ciekawsi ludzie się zapowiadają. Zobaczymy. Jestem, jak zawsze pełna obaw.

Tydzień temu Smoki pojechały na kolnie, Mazury, żagle, paintball, te rzeczy. A ja …kiedy jestem całkiem sama w domu, oddycham pełną pojemnością płuc. Czytam dziwne rzeczy, myślę o jeszcze dziwniejszych. Mimo chwil bez Bywającego nie umiem złapać pełnego odprężenia. Końca rozwodu nie widać, nadal nie było żadnej sprawy, ale przynajmniej dogadaliśmy się  co do podziału majątku. Mieszkanie nie sprzedane, latem sezon ogórkowy.

Chyba już nie umiem sobie wyobrazić, albo przypomnieć, jak to jest, kiedy wszystko jest proste, łatwe, nieskomplikowane. Kiedy nie trzeba ciągle czekać, w tym spięciu, od którego bolą ramiona.

Mam mnóstwo planów, które zrealizuję. I mam jedno marzenie. Nie wiem, co z nim będzie.

Dzisiaj noc rozedrgana pasikonikami…pierwszy taki gorący wieczór. Specjalnie nie posiałam w tym roku maciejki…a na świerszcze nie mam wpływu. Na moje myśli również nie. Nie wiem, na co mam. Dobrze byłoby zamknąć oczy, i popłynąć z nurtem Stoję w miejscu, i widzę, jak brzeg przesuwa się przed moimi oczyma. Stoję, czekając. Na porządek w życiu, na lepszy czas. Na dorosłość i dojrzałość Smoków, na własne, w zgodzie z sobą przeżyte życie. Czekam, od pięt po kosmyki rozwichrzonych włosów. Cała jestem czekaniem. Tyle rzeczy potrafię zrobić, podjąć tyle decyzji. Próba czasu. Chciałabym móc odpocząć.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kręto

05 maj

Codzienna droga do szkoły Małego Smoka. Najpierw zabudowania. Potem perspektywa z liną zagajnika, rzeczką. Przydrożne jabłonie, powykrzywiane wiatrem i starością, teraz w obłokach kwiatów. Za nimi, cytrynowy rzepak po prawej, a po lewej zielona łąka z trawą tak chłodną, ze chce się w niej zanurzyć dłonie. Mały mostek, tunel z modlących się już podłużnymi kwiatostanami kasztanowców. Wzgórze z osiedlem domków o czerwonych dachach. Pola, na których czasem, zima widywaliśmy sarny, wieczorami lisy świeciły latarkami oczu. Teraz wszystkie odcienie zieleni, zapachy, barwy, słonce przesiane liśćmi. Uroda świata…dysonans…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Męski punkt widzenia

25 kwi

Pojechałam ze Średnim Smokiem po buty. To nie jest łatwe zadanie, bo ulubione butki mojego Średniaka ( chyba zmienię mu ksywkę, bo już mnie wzrostem zaczyna przeganiać), to markowe esy, albo podiumy, wansy i takie tam. Jedną ich wspólną cechą poza tym, ze wyrasta się z nich po  trzech miesiącach, jest cena…jakieś 240 – 270 zł. Liska skąpa się zrobiła, albo oszczędna, jak kto woli. I tłumaczyłam Średniemu, ze może niekoniecznie trzeba się snobować na markę, bo i bez znaczka fajne buciory możemy kupić…no i o połowę taniej. Chłopie marszczyło nos, burczało niskim głosem. Ponieważ to typowy facet, wiec pojechał do galerii Krakowskiej jak na męki. Zresztą u mnie łażenie po tym molochu dreszczy nie budzi, że o orgazmie nie wspomnę.

Przejrzeliśmy jedne markowe, drugie nie markowe, trzecie, i albo rozmiar nie taki, albo fason nie najlepszy. Ciągnę Młodego w końcu do Daichmana. Bez specjalnego przekonania, bo nigdy w życiu nie widziałam tam obuwia, które wzbudziłoby moje pożądanie, a przynajmniej zachwyt. Wlazł do sklepu z grobową mina, i zaczął rozglądać się po pułkach. I nagle, iluminacja, olśnienie, zachwyt. Dziecko idzie w moją stronę z zadowolą miną, i butem w łapsku. Całkiem fajne, brąz i krateczka. Rozmiar dobry, cena…cena przeszła moje najśmielsze marzenia, bo zamknęła się w kwocie…79 zł polskich. Z tej wielkiej radości  zaproponowałam mu, żeby wybrał jeszcze jedną parę. Wybrał. Chłopak w siódmym niebie, ja też, bo nie dosyć, że dobry interes, to jeszcze Dziecko nie burczy, nie marudzi, i jest bardzo zadowolone. Zmierzamy w stronę  parkingu. Przechodząc obok drogerii, przypomniałam sobie o kilku drobiazgach, bez których żyć się nie da. Tak  więc, Średni siedział na ławce przed sklepem, bo przecież nie mogę wymagać, aby pomagał mi kolor błyszczka dobrać. No i nikt mi nad głowa nie zrzędził. Porwałam ulubiony, czerwony. To była bardzo szybka decyzja. Sprawdzony, i niezbędny kolor. Po to, żeby potem można było się rozpływać nad czerwonymi ustami nad kieliszkiem czerwonego wina. Ale to nie wszystko. Jeszcze trzeba było znaleźć coś, co pasowałoby do brązów, zieleni i oranżów. I tutaj…wybór nie był prosty. Bo, albo zbyt beżykowate, czyli nijakie i blade, albo wpadające nie  wiedzieć  czemu w róż, czy jakiś inny, makabryczny kolor. Wreszcie znalazłam, po wielu mazianiach się testerami, grzebaniu i oglądaniu. Smokowi na udobruchanie kupiłam pepsi przy kasie.  Wychodzę, moje Syniątko wstaje z ławki i jęczy :” Jedną rzecz kupowałaś 45 minut”. Ja na to :” Wcale nie jedną…popatrz, dwa błyszczki i krem do rak. I z pewnością nie 45 minut”. Smok: ”No dobra…tylko pół godziny” Ja; ” Ćwicz cierpliwość, jak będziesz miał swoją kobietę, to będziesz wyrozumiały i cierpliwy”.  „He He He”.

A ja i tak mam nadzieję, ze będzie wyrozumiały, cierpliwy…i w ogóle…naj. I niech spróbuje nie być.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nic

19 kwi

Gdzieś za oknem deszcz. Znów wiosna. Powtarzalność, rytm, tak oczywisty i nieunikniony. Czas popycha wskazówki do przodu. Obok mnie. Przytulam policzek do białego, gładkiego pnia brzózki. Niemal słyszę, jak rośnie. Obok mnie. A może poza mną. Soma kłóci się z psyche. Racjonalizm z intuicja, magią, jakkolwiek to nazwać…wszystkim, co irracjonalne. Dni toczą się z przyzwyczajenia. Nie można odwiesić życia na kołek. A szkoda. Gdyby tak zmienić je jak znoszoną sukienkę. Oddać do pralni, wyrzucić na śmietnik, wyjąć z szafy nową.

Kiedyś miałam tyle słów, myśli, entuzjazmu…odpłynęło.

W każdym razie…czas płynie, i nie mam na to żadnej rady. Smoki wielkie. Testy gimnazjalne już na karku. Aż boję się myśleć o tym matematyczno- przyrodniczym.

Nadal nie ma terminu pierwszej rozprawy.

Może określenie „redukcja” opisuje mnie najpełniej. Sama siebie, do jakiejś jednej roli bycia mamą. Nie, żebym miała cos przeciwko temu. Ale…to tylko jedna część. Reszta nie istnieje. I pomyśleć, że brak istnienia może być tak…dotkliwie bolesny?
A krzak jaśminu? Przemarzł, usechł, jakkolwiek to nazwać.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pełnia

13 mar

Spotkanie dwóch, kompletnie innych światów. Jej jasność, otwarośc, rysunek niemal naiwny, troche uproszczony, oczywisty. Jego przymknięte oczy, napięta twarz jak wtedy, gdy cierpi…lub gdy się kocha. Fragment węzłow mięśni barku i ramiona. Ciemna rama dla jej portretu. Kontrast i odmienność. Mężczyzna naturalistyczny, kobieta jak z bajki. Archetyp? Zapewne. Ying i yang. Noc i dzień. Życie i śmierć. Dopełnienie, najbardziej idealne. Każde z nich namalowane osobno będzie kalekie, niepełne. Ciągłe pragnienie pełni i harmonii.

Klimt „Adam i Ewa”.
 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mitologia osobowości

02 mar

Jestem jeżozwierzem i śpiącą króleweną z zakazem pocałunków u wezgłowia łóżka. Mam syndrom feniksa i osiem kocich żywotów.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wyjątek

27 lut

Wiesz, widziałam dziś pierwsze krokusy. Krzewy w zasięgu wzroku mają juz spore pąki. Jednak nie tropię ich. Zawieszam się na nich spojrzeniem. Bez emocji. Cóż. Wiosna. Zwykła kolej rzeczy. Mnie nie dotyczy. Stan hibernacji.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS